Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Harrelson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Harrelson. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

Iluzja (2013)


Now You See Me (2013) – lata temu oglądając występy Davida Copperfielda, godziłem się na oszustwo, łudziłem się, że w tym co robi artysta jest jakiś element, jeśli nie magii to przynajmniej tajemnicy. Dziś, dojrzalszy, mądrzejszy oglądając Iluzje (podczas seansu słowo iluzja nie pada ani razy - jestem tego prawie pewny - dlaczego więc polski dystrybutor tak właśnie nazywa film?) nie mogłem się pozbyć wrażenia, że wszechobecny omam, nie jest tym czego oczekiwałem. Założenie było proste ja drut, dobrze się bawić z świadomością przymusowego wyłączenia myślenia, by ów seans przetrwać bez większych zgrzytów.
Tak też zrobiłem i do pewnego momentu szło nawet całkiem nieźle. Ale (w tym przypadku ogromnych rozmiarów) teledyskowy montaż i fakt, że to co widzę na pewno nie może być tym co widzę, szybko zaczyna męczyć. Co innego rozwiązywać zagadki razem z bohaterami, a co innego być zmuszanym uczestnictwa w przekręcie, który musi być przekrętem, bo tak musi być. Więc film zamiast zaskakiwać, dręczy widza co krok swoją przewrotnością na siłę. To uczucie podobne do tego jakie towarzyszy mi w marcu. Wiem, że nadal może być zimno, wiem, że może spaść śnieg, aczkolwiek mam już serdecznie dosyć tego cholerstwa. 5/10

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Igrzyska śmierci (2012)


The Hunger Games (2012) – jeśli nic się nie zmieni i świat pójdzie w kierunku z którego już dziś trudno zawrócić, nasz świat może wyglądać jak na załączonym obrazku. Pragnienie publiczności do oglądanie coraz bardziej ekstremalnych telewizyjnych show, mężczyzn z błękitnymi fryzurami, kobiet potrafiących zawstydzić świąteczną choinkę czy też smutną ludzką świadomość, że niczego nie można zmienić, że obecny stan rzeczy musi zostać zachowany. 
Film jako wizualizacja wyobraźni Suzanne Collins jest idealnym odzwierciedleniem współczesnego świata, a sama autorka tylko odrobinę przesunęła granice postrzegania rzeczywistości. Szkoda, że momentami poszła na skróty (takie na miarę wzięcia taksówki, startując w maratonie) i daje bohaterom furtki niczym zamkowe wrota. Choć przyznać trzeba, że postacie mają swój charakter, a główne role są dobrze obsadzone. Jennifer Lawrence jako Katniss Everdeen dźwiga na swoich barkach praktycznie cały film i nie wygląda jakby była tym wyczerpana. Delikatne oznaki przemęczenie widać u Woody'ego Harrelson'a, ale tego pana zawsze miło gościć na ekranie. Pod publikę i dla rozkrzyczanych nastolatek można potraktować występ Kravitza, tyle, że obrazowi to nie szkodzi, a lista aktorów zawsze efektowniej wygląda z takim nazwiskiem.
Obraz wywołujący skrajne emocje, dla mnie jest dziełem popkultury, mówiącym o dzisiejszych problemach cywilizacji. Twórcy podejmują ciągle aktualny temat uwstecznienia społecznego i chwała im za to. 6/10

poniedziałek, 17 września 2012

Rampart (2011)


Rampart (2011) – szumnie zapowiadany dramat policyjny, padł ofiarą źle i nieprecyzyjnie prowadzonej kampanii reklamowej. Dlatego też nie może dziwić słaba ocena na IMDb, bo jeśli publiczność spodziewa się fabuły z zwrotami akcji, brutalnymi scenami - mniej lub bardziej uzasadnionymi, pościgów samochodowych i decyzji gliniarza na skraju legalności to mogła poczuć się oszukana. Rampart to dramat z krwi i kości, brak tu miejsca na popisy na fajerwerki, to obraz smutny, spoglądający surowym okiem na życie policjanta stanowiącego prawo, interpretując je na swój sposób.
Reżyser obrazu przenosi widza do lat 90 tych, do Los Angeles gdzie afera korupcyjna w szeregach policji wychodzi na jaw, a policjant i szacunek do władzy jest czymś obcym dla obywateli. Główny bohater, Dave Brown (genialny Woody Harrelson) już po przebudzeniu zaczyna dzień w niecodziennym dla szarego człowieka otoczeniu. Wychodząc do pracy mija dwie kobiety, byłe kochanki, które na dokładkę są siostrami, z każda z nich ma córkę, a dziwne podejście do wspólnych posiłków to kwestia wyblakła na planie innych dziwactw. Dave należy do tej grupy policjantów, mających się za samotnych stróżów prawa, za ludzi brnących w bagno naciągnięć, przeinaczeń bo po pierwsze ktoś to musi robić, a po drugie tylko tak można efektywnie pracować. Postać grana przez Harrelsona, to człowiek z głową na karku, potrafiący wyłgać się z każdych tarapatów, aż do momentu kiedy agresywne zatrzymanie czarnoskórego mężczyzny zostaje upublicznione i napiętnowane w mediach. Od tej chwili film przeistacza się w gorzką opowieść o radzeniu sobie w krytycznych sytuacjach, atakuje widza „brudem” ulicy i nagle się kończy zostawiając go z niczym. Po krótkim namyśle i małym rozczarowaniu z finału przychodzi myśl, że ten obraz musiał się tak skończyć. Jakiekolwiek rozwiązanie sytuacji Browna było by mało oryginalne i podobne do dziesiątej innych w tego typu produkcjach. A tak twórca zostawia nas sam na sam z myślami i oceną wyrwanej z ram czasu historii.  
Te zakończenie bez puenty, bez jakichkolwiek wyjaśnień doskonale podsumowuje tej obraz, jako dzieło chaotyczne, niedokończone, szare (mimo miejsca akcji) brutalnie obnażającej fakt, że dobro i zło dzieli cieniutka prawie niewidoczna linia, często przekraczana na potrzeby większego zysku. Zachęcam do oglądania, film jest twego wart, mimo ciężkiej atmosfery, przygnębiającego klimatu i pstryczka w nos dla nieuważnego widza, który może nie poznać w pierwszej chwili   bardzo charakterystycznego aktora (tak, nie poznałem Fostera). 8/10

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

W imieniu armii (2009)

The Messenger (2009) – kolejna opowieść o Amerykańskiej armii, gorzka, przepełniona ludzkimi tragediami. Reżyser pomija starcia na polu bitwy. Bierze pod lupę żołnierzy nazywanych Aniołami Śmierci. To dwuosobowe grupy, przekazujące najgorsze wieści jakimi można obdarzyć rodziny mające kogoś bliskiego na wojnie. Kapitan Tony Stone (Woody Harrelson), dostaje pod swoje skrzydła, bohatera wojennego Willa Montgomery (Ben Foster). Stone, jako szef drużyny i doświadczony żołnierz w kontaktach z rodzinami zmarłych żołnierzy, przekazuje Willowi oficjalne wytyczne co do ich działań, jak i te mniej książkowe, które pomogą mu w pracy. W zadaniu bardzo ciężkim, ponieważ jak sie okaże ludzie bardzo różnie reagują na tak drastyczne wiadomości.
Po tym wstępie, łatwo zauważyć, że temat jest trudny, mało zachęcający w kończące się, ale jednak wakacje. Humoru Wam nie poprawi, ale poznacie ciekawy film z zdrowym spojrzeniem na pracowników US Army. Reżyserowi udało się pokazać jak działa ta ogromna machina, jaki ma wpływ na zwykłego 19 latka udającego się z wielka motywacją na wojnę. Co potrafi zrobić z człowiekiem i daje jasno do zrozumienia, że ideały to jedno, a brutalna rzeczywistość do drugie.
Wielką zasługę w dobrym odbiorze filmu, w empatii z głównymi bohaterami są aktorzy. Foster, jako nie uznający swoich czynów za bohaterskie, porzucone przez kobietę oraz Harrelson w roli zatwardziałego służbisty, który szybko okazuje się zagubionym w swoim świecie, samotnym człowiekiem. Chemia miedzy aktorami była widoczna, nadali swoim bohaterom ludzkiej twarzy, nie przekraczając granic dobrego smaku. Smutno, szaro – polecam. 7,5/10

wtorek, 25 stycznia 2011

Biali nie potrafią skakać (1992), Easy Rider (1969).

White Men Can't Jump (1992) – film z czasów kiedy Wesley Snipes był na fali, a Woody Harrelson potrafił doskoczyć do obręczy. Oglądałem go lata temu i zapamiętałem tylko, że opowiada o koszykówce, o napięciu jakie towarzyszyło mi gdy wspomniani aktorzy walczyli na boisku. Pamiętam także, jak wielkim hitem był ten obraz w wypożyczalniach kaset video.
Dziś z trochę większym doświadczeniem kinowym, już bez spoconych dłoni postanowiłem przypomnieć sobie coś co tak bardzo fascynowało w młodości. Biali nie potrafią skakać, po latach stracił trochę na świeżości, film nie hipnotyzuje już tak jak kiedyś, ale można śmiało powiedzieć, że te kilkadziesiąt minut spędzone przed tv można zaliczyć do udanych. Zabawa podczas oglądania aktorów starających się pokazać swój talent na boisku jest przednia.
Jeśli chcecie przypomnieć sobie początki lat 90tych, facetów w getrach albo dowiedzieć się jaka jest różnica między słuchaniem a słyszeniem Hendrixa to w wolnej chwili zachęcam do oglądania tegoż dzieła. 6/10

Easy Rider (1969) – obraz o uniwersalnym przesłaniu, ukazującym wrogość międzyludzką, nienawiść którą wznieca odmienność poglądów czy zwyczajnie inne podejście do życia. Smutny to film, obnaża prawdę o kraju gdzie narodziła się wolność, który miał być tolerancyjny, choćby tylko z racji mnogości ras tam zamieszkujących, a okazuje się miejscem gdzie indywidualność jest złem. Dennis Hopper jako reżyser i odtwórca głównej roli musiał narazić się wielu osobom swym dziełem, ale ja się cieszę, że powstało, że ktoś chciał pokazać prawdę, chciał przypomnieć społeczeństwu, jak człowiek potrafi być okrutny!
Jedynym pozytywnym akcentem jest dobrze dobrana muzyka, która z połączeniem z świetnymi zdjęciami daje trochę oddechu od poważnych intencji filmu. Kadry, gdy motocykliści przemierzają bezkresne ziemie ameryki, mogą podobać się nie tylko amatorom przyrody. 8/10


środa, 16 czerwca 2010

Zombieland (2009), Zombie SS (2009), Outpost (2008).

Zombie pół żartem, pół serio.

Zombieland (2009)- na początek o Zombie na wesoło. Scenariusz jak setki innych o podobnej tematyce, zaraza zmienia ludzi w osobniki żądne krwi. Zombieland to potraktowanie tematu z przymrużeniem oka i na wesoło. Moim zdaniem zabieg udany, przez 88 minut dobrze się bawimy. Dobre kreacje Woody Harrelson'a i młodego Jesse Eisenberg'a 7/10

Død snø (2009) - mieszkańcy miasteczka Øksfjord, w 1945r, mając doyść okupacji postanawiają krwawo rozprawić się z oprawcami. Wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że batalion pod dowództwem porucznika Herzoga ucieka w wysokie góry i słuch o nich ginie... W latach nam współczesnych, grupa przyjaciół, jak to w takich filmach bywa, wybiera się w góry w rejony zapomniane przez cywilizacje i spotykają podwładnych pułkownika. Film wart zobaczenia choćby tylko za ciekawy pomysł, świetne plenery, charakteryzację żołnierzy i klimat czarnej komedii. 8/10

Outpost (2008) - koniec żartów! Najemnicy z wschodniej europy dostają zadanie: ochrona biznesmena podczas eksploracji poniemieckiego bunkra. Po dotarciu na miejsce, bunkier okazuje się miejscem eksperymentów na niemieckich żołnierzach. Film powala swoją atmosferą, w zakamarkach niemieckiej twierdzy, pełnej zagadek, ludzie walczą o przetrwanie, zadając sobie pytanie jak to możliwe, że naziści nadal żyją... 8/10


Zwiastun - Iron Sky - jeszcze jeden ciekawy pomysł. KLIK

wtorek, 4 maja 2010

American Gangster, Into the Wild, Gangs of New York, Dune, The Shining, Defendor, Minority Repor.

American Gangster (2007) - zasłużony reżyser, wyśmienici aktorzy, dobry temat oparty na faktach to musi byc dobry film... i jest, polecam! 8/10

Into the Wild (2007) - wysmienite kino do którego scenariusz napisało życie, film wypełniony magią, uczyciami, emocjami... muzyka napisana przez Eddie Vedder'a, pasuje idealnie do obrazu. Polecam! 8,5/10

Gangs of New York (2002) - początki NY, film pewnie nie oddał historii miasta w 100%, ale mamy film zrealizowany z rozmachem, z plejadą gwiazd, których aktorstwo umila seans. Polecam 8/10

Dune (1984) - po filmie miałem wrażenie, że oglądałem ambitne scifi z przesłaniem. Sporo ciekawych postaci, dobrze zagranych, klimat krórego próżno szukać w dzisiejszych produkcjach. Gorąco polecam. 9/10

The Shining (1980) - kolejny klasyk. Napiecie rosnie z minuty na minute, by przez ostatnie 15 trzymać widza na pograniczy zawału serca. Genialna rola Nicolsona. Wstrząsający film. 9/10

Defendor (2009) - niby nic nowego, lecz Defendor nie stara się byc komedią, to opowieść o człowieku który chciał dobrze! 7/10

Minority Report (2002) - dobry film, akcja początkowo trochę przewlekła, druga połowa filmu to już wartka akcja z zaskakującymi momentami. 7/10


uff...pierwszy post o tematyce filmowej za mną, tak mniej więcej bedzie tutaj wyglądać. Pozdrawiam