
Fabularnie widz nie otrzymuje żadnej nowości, nie doświadcza czegoś niezwykłego, scenariusz jest prosty jak drut. Pozwala to jednak na delektowanie się dziełem bez zbędnego komplikowania, prosto i konkretnie. Cała zabawa polega na wyłapywaniu smaczków, uciesze z ścieżki dźwiękowej z nietuzinkowego podejściem do sprawy. Do ogromnej zbieraniny plusików zawartych w filmie dołączyć trzeba oczywiście po mistrzowsku dobrana obsadę.
Główna rola przypadła gwieździe drugiego planu, Dannemu Trejo, który w końcu doczekał się głównej roli. Człowiek stworzony do tego filmu i mimo iż nie grzeszy wielkim talentem, podołał zadaniu, a to przecież najważniejsze. Na ekranie zobaczymy zapomnianego Dona Johnsona, świetnego De Niro, zjadliwego Seagala, a żeby nie było tylko testosteronu, twórcy uświadczyli męską widownię paniami: Jessicą Alba oraz Michelle Rodriguez. Na pierwszy rzut oka widać, że ekipa dobrze bawiła się na planie, co przełożyło się także na moje dobre samopoczucie po seansie. 8/10

To co dzieje się po stronie Japońskiej dla europejczyka może wydawać się momentami niezrozumiałe, to kultura tak różna od naszej, że nie ma sensu kwestionować czy dyskutować na temat ich zasad i norm moralnych. Szanować natomiast należy za podejście do przeciwnika, darzenie go szacunkiem, chociażby poprzez dementowanie plotek, rozsiewanych w japońskiej armii o amerykanach przez dowodzącego akcją.
Druga strona konfliktu poległa w porcie tylko dlatego, że nie dawała wiary w możliwości ataku w tym miejscu, że zlekceważyła przeciwnika oraz, co chyba najbardziej nie wiarygodne, przepływ informacji, wydawanie rozkazów było zakłócane przez tak błahe sprawy jak niechęć do obudzenia zwierzchnika po 22 w nocy, czy wspomniane już wcześniej skrócone godziny pracy w weekend.
Ponad dwie godziny spędzone przed TV, wynagradza po mistrzowsku prowadzona historia. Powoli aczkolwiek z dużym napięciem śledzimy rozwój wydarzeń co jakiś czas łapiąc się za głowę z absurdów panujących w amerykańskim wojsku.
Film jest ciekawy także z punktu widzenia podejścia do tematu, ponieważ niemal, cała uwaga twórców skupia się na czasie przed wielkim atakiem, dopiero ostatnie pół godziny to sceny walk w Pearl Harbor. Końcowa sekwencja filmu zamyka go jako całość i jest fantastycznie zrobionym dodatkiem. Sceny tworzone bez green screen'a zrobione są profesjonalnie i przekonująco, gdzie chwilami miałem obawy o statystów. Scena w której wybucha samolot, zaparkowany na lotnisku i po chwili przewraca się na jednego z Japończyków sprawiła że miałem spocone dłonie.
Zapraszam, rzadko widuje się filmy z tak rzetelnie przedstawioną historią. 8,5/10