
Obraz w reżyserii Anny Boden oraz Ryana Fleck, opowiada o nastolatku z dobrego domu, który przedziera się przez życie jak każdy z nas. Tyle, że Craig w pewnym momencie swojego życia zostaje na tyle poważnie zagoniony w narożnik, że myśli o samobójstwie. Szczęśliwie dla jego rodziny, zamiast udać się na Brookliński most, szesnastolatek wybiera wizytę w specjalistycznym szpitalu. Niestety oddział dla młodocianych jest akurat remontowany i bohater trafia na oddział psychiatryczny dla dorosłych. W szpitalu spędza pięć dni, dni które go odmienią, dadzą inną perspektywę widzenia świata.
Musze się przyznać, że w życiu nie zabrał bym się za ten film gdyby nie jeden z aktorów w nim grających. Pierwsze kilka zdań nie miało sugerować, że mamy do czynienia z wiekopomnym dziełem, chciałem raczej powiedzieć, że filmy z „ciężką" tematyką, nie należą do moich ulubionych. Tyle, że w tym konkretnym obrazie zagrał Zach Galifianakis, który dla mnie jest obecnym królem komedii (choć tutaj w wspaniały sposób zaprezentował swój obszerny warsztat) . Zagrał pacjenta szpitala, przyjaciela głównego bohatera i swoją rolą wniósł wiele dobrego do filmu. Bo choć tematyka jest poważna, twórcy sprzedają nam historie w sposób lekki, z wyczuciem dawkując emocje. Dają widzowi wgląd do świata ludzi z prawdziwymi problemami, przypominając nam, że życie trzeba brać takie jakim jest i cieszyć się nim! Its kind of a funny story to pozytywny kopniak w cztery litery, który mnie znieczulił na wieczne podwyżki benzyny! 8/10.
ps: pisząc notatkę słuchałem - Chevelle - Sci-Fi Crimes (krótki przegląd utworów) – genialna płyta, to przy jej dźwiękach tak się rozpisuje :)