
Interesującym jest fakt, że po raz setny dostajemy to samo, a i tak ludzie chodzą do kin, film zarabia na siebie, a powstanie kolejnej części to tylko kwestia czasu. Twórcy nie kryją się zbytnio z wtórnością, idą krok po kroku po ustalonym schemacie. Pierwsze 10 minut sensu to wielka ropierducha, później poznajemy bohaterów, którzy dostają po nosie. Po porażce, zbierają się w sobie, organizują się na nowo i oczywiście odsuwają plany destrukcji planety ziemia w przyszłość. Na próżno szukać prób zrobienia czegoś w innowacyjny sposób, film jest przewidywalny do bólu, ale zrealizowany tak żebyśmy byli usatysfakcjonowani. Widać pieniądze włożone w obraz, efekty specjalne (choć dziś to już nie jest tak duży atut jak kiedyś) wypadły przyzwoicie, jak coś się wali, wybucha to efektownie i przeważnie tylko po to by się waliło i wybuchało. Szczęśliwi reżyser nie zapomniał o innych aspektach dobrze prowadzonej historii. Pozwala aktorom rzucać ciętymi, zabawnymi tekstami, mruga do widza i daje jasno do zrozumienia, że o zabawę tutaj chodzi, o nic więcej. W tej kwestii prym wiedzie oczywiście Robert Downey Jr., jako Iron Man, ale reszta obsady jeśli musi się bronić przed żartami filantropa, naukowca, geniusza robi to w sposób wściekle zacięty, a przy tym zabawny. Seans można polecić z czystym sumieniem maniakom komiksu i kinomanom, którym nie straszne czystko rozrywkowe kino. 7/10