
Reżyser, Terry Gilliam od pierwszych minut, ukazuje naszym oczom tajemniczy świat, ciekawe klimatyczne zdjęcia, oraz uchyla rąbka tajemnicy co będziemy oglądać przez następne dwie godziny. Dwie godziny, gdzie widz poddawany jest próbie odgadnięcia czy losy bohaterów potoczą się wedle ich myśli czy podołają powierzonemu im zadaniu i czy wreszcie dowiemy się prawdy o... wspominałem, że niczego nie zdradzę, tak?
Ciekawy scenariusz, dobre wykorzystanie go na ekranie to jedno ale ktoś to przecież musi zagrać. Tutaj główna role odgrywają: Bruce Willis, początkowo dawałem wiarę w jego historię, później już nie byłem taki pewien, co świadczy o interesującym aktorstwie, oraz Brat Pitt. Pojawiła się tylko w 1/3 filmu a jego gra pobrzmiewa przez cały obraz, zagrał z powalającym realizmem, każda chwila Pitt'a na ekranie jest wielce interesującym doświadczeniem. Na górze listy płac pojawiła się także Madeleine Stowe, zagrała poprawnie, bez fajerwerków.
Zawsze chciałem zobaczyć 7 Element i 12 Małp, jestem po obu filmach i śmiało mogę stwierdzić, że ten drugi wygrywa wyścig o moją dobrą ocenę na blogu. 8/10

Podczas projekcji, dalej szukałem powodu dlaczego bez przymuszenia chciałem oglądać film o koszmarach? Scenariusz jest tak prosty, że wymyślanie ciekawej metafory nie ma sensu. Cała akcja rozbija się o nie zasypianie. Walka ze snem przeważnie kończy się spotkaniem z koszmarem z ulicy Wiązów i wymyślnym unicestwianiu amerykańskiej młodzieży. Aż przychodzi taki moment, że decydujemy się zostać do końca, poniważ pojawiają się wątpliwości, zatajana przeszłość przynosi interesujące informacje o Krugerze, zaczyna się klarować jakaś fabuła.
Nie jest to wielkie kino, średnie też nie, ale można zobaczyć z znajomymi, przy szklance ulubionego napoju, a widok wystraszonej drugiej połówki, bezcenny. 5/10