
Różnicę pomiędzy serialami, widać już po okładkach, „kartach” promocyjnych, obu produkcji. Brytyjscy aktorzy są mniej atrakcyjni fizycznie, wydaja się bardziej surowi i bliżsi naszym standardom. Amerykanie, jak zwykle polecieli trochę za bardzo, zatrudniając aktorów o ślicznych buźkach, dobrej prezencji i jakby nie z tego świata który reprezentują.
Shameless, opowiada historię rodziny Gallagherów, zamieszkujących niezbyt ciekawą dzielnicę Chicago. Frank, ojciec samotnie wychowujący szóstkę dzieci, wieczny pijak, mający tylko przebłyski trzeźwości. Opiekun to za duże słowo, jest tylko rodzicem biologicznym, nad ciągłością życia rodziny czuwa jego najstarsza córka, Fiona. Musi ogarnąć trójkę najmłodszych dzieci, wiecznie dorywczą pracę, dom, rachunki i temu podobne sprawy życia codziennego. Nie jest jej łatwo,ponieważ każdy z domowników jest specyficzny, przez co opieka bywa często bardzo trudna, wiążąca się z ciężkimi decyzjami.
Pierwszy sezon liczy 12, prawie godzinnych odcinków. Przez pierwsze trzy musiałem się przyzwyczaić do konwencji w której znalazł się serial. Ciężko było mi pogodzić się z niektórymi decyzjami, które zapadały w domu na przedmieściach wietrznego miasta, ich życie rodzinne wydawało się mało realne. Wiem, że wielodzietne rodziny, z wiecznie pijanym ojcem, funkcjonują w chaosie, każdy zajmuje się sobą i innymi jednocześnie, ale twórcy nie potrafili mnie przekonać, że tak to właśnie wygląda. Później doszedłem do wniosku, że jeśli chce oglądać rodzinę z problemami, zresztą jakąkolwiek rodzinę to musiałbym to robić przez judasza. A tutaj mamy do czynienia z serialem fabularnym, który ma nas bawić, zainteresować, a momentami powiedzieć coś mądrego. Szybko przekonałem się, że kolejny raz Showtime, po Californication, stworzyła serial słodko-gorzki, z sporą dawką dramatu, ironii i humory. Pokochałem go tak samo jak wyczyny Moodiego.
Dzieło kablówki posiada oprócz doskonałej fabuły, dobrą obsadę aktorską. Począwszy od najmniejszego członka, małego „słodziaka”, po ojca rodziny którego gra William H. Macy. Scena z jego udziałem są genialne, ani przez moment nie widać, że udaje pijaka, to postać zagrana w sposób absolutnie perfekcyjny. Wspomniana wcześniej, ta ładniejsza, część załogi także radzi sobie bardzo dobrze. Potrafią przekonać, że wygląd niewiniątek to tylko wygląd i szybko o nim zapominamy na rzecz ciekawych kreacji. Gorąco polecam! 8,5/10