
Twórca sięga w tej części do bogatej historii Bonda, bierze z niej co najlepsze i perfidnie wykorzystuje. Odrzuca plastikowe gadżety, przywraca do życia Astona Martina DB5 i przypomina nam facetom, że jak się golić to tylko brzytwą i to w towarzystwie pięknej kobiety. Przywraca na salony motyw kobiety z papierosem i choć to nałóg straszliwy, trzeba przyznać, iż Bérénice Marlohe z dymiącym atrybutem w ręku prezentuje się wybornie.
Powrót do przeszłości pojawia się także w fabule, oponentem agenta staje się były pracownik Brytyjskiego wywiadu. Tyle, że tutaj nie ma się co rozpisywać. Historia jest na tyle ciekawa, że trzeba ją zobaczyć i tyle. Można tylko wspomnieć, że przeciwnik także poddany był ulepszeniom. Nie jest to szaleniec z szkaradnym śmiechem pod koniec każdej sceny, a inteligentny facet z celem.
Polecam, takiego Bonda chce się oglądać. 8/10