
Głównym prowodyrem przygody jest Emmet, jeden z miliona klockowych postaci, nie mylić z jeden na milion. Jako prostolinijny robotnik idzie przez życie tak jak mu zagrają. Dosłownie, w kółko słucha jednego przeboju, ogląda ten sam program w TV i godzi się płacić za kawę niebotyczne sumy, tylko dlatego, ze tak musi być. I gdy na jego drodze pojawia się szansa zaistnienia, wybicia się po za smutne ramy rzeczywistości, robi to do czego zdążył już widza przyzwyczaić, płynie z falą nie wiedząc jak to jest przeciwstawić się żywiołowi. Szczęśliwie dla opowieści, ma w sobie to coś co przy ciężkiej pracy rzeszy superbohaterów, pozwoli mu stać się takim klockiem jakim by sobie życzył.
Lego przygoda to świetne przedstawianie, to obraz, który choć prosty jak drut zostaje na dłużej w głowie. Już w drodze powrotnej z kina cały samochód śpiewa kawałek „Życie jest czadowe”, a i w kilka dni po seansie piosenka nadal gości na ustach rodzinki. Do domowego języka wkradają się hasełka z filmu. Numer jeden zarezerwowany jest dla osoby wykonującej kilkusekundowe ćwiczenia, tylko po to by powiedzieć:” ale mi uda spompowało!”. A ja po obejrzeniu zakulisowych scen z planu (genialny pomysł), od teraz BatMejluje z mojego BatFonu. Można by tak wymieniać bez końca, ale nie o to przecież chodzi. Najważniejsze, że obraz ma interesujący motyw przewodni, dający do myślenia. Potrafi konkretnie rozbawić widza, wiek jest tutaj naprawdę mało istotny, każdy boczki zrywa. Zdzierał je ze mnie za każdym razem Batman, jego chwile na ekranie to humor doskonały, pełen samouwielbienia, nieomylności z odrobiną sarkazmu i ironii.
Zapraszam do kin. Z dzieckiem oczywiście na polski dubbing (Boberek i Banaszak wyśmienici), a ja już nie mogę się doczekać oryginalnej ścieżki dźwiękowej, kiedy film ukaże się na płycie. Chriss Pratt jako Emmet i Will Arnett w roli Batmana odwalają kawał dobrej roboty w zwiastunach. Dla niech konieczna jest powtórka z rozrywki. 7/10