
Reżyser zabiera widza w czasy średniowiecza. Król, Tallious szanowany władca, doczekał się dwójki synów. Tadious jest synonimem dzielnego żołnierza, człowieka który przeciwnikom się nie kłania, natomiast Thadeous, to inna bajka. To książę korzystający z swojego statusu społecznego ile wlejzie. Za cel obrał sobie dobra zabawę na dworze królewskim i skrzętnie go wypełnia. Jednak gdy zły czarnoksiężnik porywa narzeczoną jego brata z ślubnego kobierca, powiedzmy, że dostaje olśnienia i razem wyruszają na misje ratunkową.
Co wyróżnia film z tłumu? Po pierwsze obsada. Świetny w rolach komediowych, kochany przez jednych, znienawidzony przez innych, Danny McBride. Ledwo co ocalały po 127 godzinach James Franco oraz balerina Natalie Portman. Aktorzy zagrali tutaj pewnie wyłącznie dla pieniędzy. Tyle, że ich praca wygląda profesjonalnie, a za odegranie ostatniej sceny (rżałem jak mały konik), należą się wielkie brawa. Po drugie, mimo całej farsy z która mamy do czynienia, obraz można także nazwać filmem drogi, kawałkiem kina przygodowego z elementami komedii. Po trzecie, nie wstydzę się rozpowiadać, że znam i cenię Your Highness, za może i dosłowny i gruboskórny, ale jednak świetny humor. 7/10