
Inwazja obcej cywilizacji na naszą biedną planetę w kinie jest już mocno przeryta. Z wolna filmy na ten temat przestają bawić, no bo co można jeszcze pokazać oprócz efektów specjalnych i wielkiej rozpierduchy (są na szczęście wyjątki – Districk 9 - ale ogólnie zawsze chodzi o to samo). Falling Skies podchodzi do tematu odrobinę inaczej. Ma to na pewno związek z producentem serialu, którym jest mała stacja kablowa TNT nie mogąca pozwolić się na wpakowanie milionów dolarów w coś co nie musi przynieść dochodu. Więc zrobili serial opierający się głównie na historii, na dobrym pomyśle, na inteligentnych rozwiązaniach. Mam tutaj na myśli prowadzeni akcji w sprytny sposób. To przedstawianie historii w pierwszych odcinkach, opierającej się praktycznie tylko na walki z obcymi, by gdzieś w połowie sezonu rzucać widzowi kilka ciekawych informacji o „przyjezdnych”, odsłonić rąbka tajemnicy celu ich wizyty. A co chyba najistotniejsze serial wciąga. Mimo, że na ekranie nie dzieje się specjalnie dużo, kibicowałem bohaterom, potrafiłem się postawić w ich roli, chciałem poznać dalsze ich losy. I tak jak momentami męczyła mnie młodsza część aktorów, tutaj chyba też odezwały się pieniądze i nie wszystkie dzieciaki radziły sobie dobrze przed kamerą, tak główna rola została obsadzona idealnie. Znany z ER, Noah Wyle zagrał bardzo dobrze, sprawił, że grana przez niego postać profesora historii była wiarygodna. Widz szybko zapomina, że człowiek biegający z karabinem, nie tak dawno temu był zwyczajnym obywatelem, ojcem martwiącym się o swoich synów. Teraz stawia czoło niebezpieczeństwu niczym wyszkolony żołnierz. 7/10