
Konstrukcja dokumentu jest ciekawa, bo tak: wszystko zaczyna się w Himalajach, możan przypuszczać, że to poranek, widzimy sporo budynków religijnych, różnorakie plemiona w ich codziennym życiu. – piękne zdjęcia.
Dalej, jakby po południu twórcy zabierają widza do wsi, miast, wielkich aglomeracji. Zdjęcia nadal zachwycają ale zaczyna się ukazywanie prawdy o człowieku o tym w jak różnych warunkach ludzie żyją. Od kobiet, dzieci i bydła na wysypisku śmieci, do tłumów w metrze, ulicach w olbrzymich metropoliach. Od zakładu pracy gdzie setki kobiet produkuje ręcznie papierosy po zmechanizowaną produkcje sprzętu elektronicznego.
Trzecia część to swoiste zakończenie dzieła, widzimy ludzi w Indiach nad rzeką przy codziennych czynnościach – kąpiel, przepierkę bielizny aż po spalanie zmarłych na stosie (nie wiem czy to normalny obrzęd w tym kraju czy coś specjalnego ale wyglądało wstrząsająco)
Koniec jest spokojniejszy, zachody słońca, ciekawa architektura, wracają bohaterowie z początku filmu, koniec dnia. 9/10

Trinity and Beyomd to film dokumentalny opowiadający o próbach nuklarnych jakie USA przeprowadzały w latach 1945-63, ćwiczenia odbywały się pod wodą, pod powierzchnią ziemską, nad powierzchnią – dla uzyskanie lepszewgo efektu oraz w atmosferze ziemskiej.
W tym samym czasie swoją wiedzę teoretyczną jak i praktyczną pogłębiali Rosjanie, wyścig zbrojeń jak się patrzy. Twórcy prócz militarnych przepychanek pokazują widzowi propagandę w USA i Związku Radzieckim.
Zapraszam na seans, po którym większość z Was powie: że z tego nie było wojny to cud! 8/10