
Film w gruncie rzeczy opowiada o obronie zamku, o walce o sprawiedliwość, o tym jak Anglicy postawili się królowi i z pomocą Francuzów zdjęli go z tronu. Ciekawe czasy to i historia interesująca. Obraz zrobiony za relatywnie małe pieniądze, broni się bez większych problemów. Jest dowodem na to, że można zrealizować tego typu opowieści z ograniczonym budżetem. Jasne, że nie zobaczymy wielkich scen batalistycznych, ogromnych lokacji, czy też efektów komputerowych. Twórcy, wyszli obronną ręką, kręcąc sceny walk z bliska, wydaje się, że momentami operator specjalnie potrząsał kamerą, kręcili z ręki by nie było widać niedociągnięć w scenografii. Udało im się przedstawić w kameralny sposób obronę zamku, dobrze zrealizowane najazdy wojsk wtórujących Janowi, a i pokazane wnętrza czy stroje wyglądały autentycznie. Sceny walk, zrealizowane w sposób dosłowny i dosyć brutalny.
Głowiłem się jak jednym słowem opisać film nie używając słowa epicki. Żelazny rycerz to po prostu dzieło romantyczne, dosłownie i w przenośni. Jeden z głównych bohaterów grany przez James' Purefoy,
to Templariusz, który mimo silnej woli ulega kobiecie i tutaj ta dosłowność. Cała reszta wykonana jest jakby wszyscy na planie pracowali na dobry rezultat. Jakby ekipa dawała z siebie wszystko, gdy wokoło zimno, mokro, a kręcić trzeba. Reżyserowi i aktorom zależało, by w prawie teatralnej atmosferze, zrobić coś ciekawego, zainteresować widza, romantyzm w czystej postaci. 7,5/10