
Do tej pory na myśl o Jokerze umysł automatycznie przywoływał postać graną przez Jacka Nicholsoana i było to naturalne jak to, że dziki uwielbiają żołędzie. Po premierze filmu o Batmanie z 2008 roku wyobrażenie o czarnej postaci z serii nie jest już tak oczywiste. Nie wskażę który z aktorów lepiej wykonał swoje zadanie, obranie jednej z stron był by krzywdzące. Panowie zagrali w innych czasach, pod wodzą reżysera z swoją wizją filmu.
Śmierć Ledgera w moim przypadku nie ma wpływu na odbiór jego pracy. Rolą Jokera pokazał wielki talent przez co zaakceptowanie tego co się wydarzyło było jeszcze cięższe. Jego błazen był wulgarny, obrzydliwy, ordynarny, przepełniony żalem i nienawiścią jednocześnie. Aktor wykreował postać która na długo zostanie zapamiętana. Kiedy pojawiał się na ekranie przestrzeń była tylko jego, najmniejszym gestem zdradzał w jakim jest stanie emocjonalnym, czego chce i co się za chwilę wydarzy.
(ciąg dalszy ochów i achów) Reżyser, wybitna główna rola często wystarczają by produkcja odniosła sukces. Tutaj dochodzi także reszta obsady, która wypadła więcej niż przyzwoicie i piętrowa fabuła. Film trwa prawie dwie i pół godziny, jest w nim tyle zrywów, zakończeń pewnych rozdziałów i rozpoczynania nowych, że ja Cię! Akcja ściska kilkukrotni za gardło i w chwili kiedy wydaje się, że już bardziej nie można, atakuje ze zdwojoną siłą. Polecam jako doskonałą rozgrzewkę przed The Dark Knight Rises. 9/10