
Pierwszy odcinek sezonu zatytułowany „The Best of Both World” jest kontynuacją odcinka z trzeciego sezonu i wydawać by się mogło, że historia asymilacji kapitana Gwiezdnej Floty do kolektywu Borg to najmocniejszy akcent sezonu. Szybko okazuje się, że otwarcie z przytupem wyznaczyło poziom z którego twórcy bardzo rzadko schodzą. I choć ciężko w to uwierzyć, jakość oddanych fanom serii epizodów to dzieła bardzo dobre ocierające się o wyjątkowość. Poruszane tematy umacniają widza w przekonaniu, że fabuła uderza w cięższe tony, a problemy napotkane przez załogę Enterprisa często wiążą się z zagrożeniami wykraczającymi po za Gwiezdną Flotę. Napotkane nowe gatunki, znajomi oponenci, tutaj zawsze jest szansa na konflikt o niewyobrażalnym zasięgu.
Sezon obfituje w historie gdzie główną rolę odgrywa jeden z załogantów. Swoje pięć minut będzie miał kapitan Picard, na otwarciu obserwujemy jego zmagania z Borg oraz ujrzymy go na tle dawno niewidzianej rodziny. Doktor Crusher poświęcony będzie odcinek pt: „Remember me”, w którym po kolei znikają towarzysze podróży i okazuje się, że nikt prócz doktor o nich nie pamięta. Jest to jedne z najlepszych 40 minut sezonu, przyspieszone bicie serca podczas seansu gwarantowane. Sporo uwagi poświęca się Worfowi jak i samym Klingonom. A dzięki Q nasi ulubieńcy zamienią fazery na łuki i prawie poczujemy klimat lasu Sherwood. Data, komandor Riker, Geordi także mają swoje chwile i tak jak w ich przypadku (postacie da się lubić, bez większych problemów) nie byłem zaskoczony odbiorem konkretnych odcinków, tak zaskoczył mnie epizod pt: „Half a Life”. Główna rola przypadła matce Deannay Troi. Lwaxana, kobieta o charakterystycznym i głośnym stylu bycia staje na drodze wierzeń pewnego mężczyzny. Wielce emocjonujący odcinek. 8/10