
I to by było na tyle. Niestety największa radochę przy tym seansie miałem z tego, że oglądałem go z dzieckiem, bo sam film przelatuje bez większych emocji. Kilka zabawnych scen, odrobina przygody, szczypta czarów i kilkadziesiąt minut w kolorowych obrazów. Ciężko było wczuć się w poczynania głównej bohaterki. Od początku wiadomym było, iż metamorfoza matki Meridy musi zostać odwrócona. Historia prowadzona liniowo, bez fajerwerków, tajemnic, zagadek do rozwiązania w tym przypadku skutkuje brakiem empatii z postaciami i samą opowieścią.
Co ciekawe, twórcom udało się wpłynąć na mojego syna. Już jakiś czas po wspólnym oglądaniu okazało się, że zrozumiał fabułę, zauważył, że motywy Meridy były niewinny, a przebieg wydarzeń zwyczajnie wszystkich zaskoczył. Więc jakiś pozytywny aspekt tegoż spektaklu był!. 6/10