
Film jako wizualizacja wyobraźni Suzanne Collins jest idealnym odzwierciedleniem współczesnego świata, a sama autorka tylko odrobinę przesunęła granice postrzegania rzeczywistości. Szkoda, że momentami poszła na skróty (takie na miarę wzięcia taksówki, startując w maratonie) i daje bohaterom furtki niczym zamkowe wrota. Choć przyznać trzeba, że postacie mają swój charakter, a główne role są dobrze obsadzone. Jennifer Lawrence jako Katniss Everdeen dźwiga na swoich barkach praktycznie cały film i nie wygląda jakby była tym wyczerpana. Delikatne oznaki przemęczenie widać u Woody'ego Harrelson'a, ale tego pana zawsze miło gościć na ekranie. Pod publikę i dla rozkrzyczanych nastolatek można potraktować występ Kravitza, tyle, że obrazowi to nie szkodzi, a lista aktorów zawsze efektowniej wygląda z takim nazwiskiem.
Obraz wywołujący skrajne emocje, dla mnie jest dziełem popkultury, mówiącym o dzisiejszych problemach cywilizacji. Twórcy podejmują ciągle aktualny temat uwstecznienia społecznego i chwała im za to. 6/10