
Film obejrzałem z okazji: czas na klasykę, czas zobaczyć coś w odcieniach szarości. I jak to nie raz już bywało mam tylko dwa zasadnicze wnioski. Amerykanie na początku lat sześćdziesiątych mieli do dyspozycji klimatyzatory w domach, gotowe posiłki do przygrzania w piekarniku, kina, teatry, taksówki, wieżowce, firmy ubezpieczeniowe zatrudniające ponad 30 tysięcy pracowników oraz ręczniki papierowe!
Druga konkluzja dotyczy treści filmu, realizacji, aktorstwa. Oraz odpowiem na pytanie dlaczego warto zapoznać się z opisywanym filmem. W sumie o treści już było, więc wszystko wiecie, no prawie, wypisywanie dalszych faktów mogło by popsuć seans. The Apartment kręcony jest w starym dobrym stylu, akcja rozwija się powoli z wielką gracją, znaczenie ma historia i postacie w niej zawarte. Obraz mimo, że ma ponad pól wieku w ogóle nie stracił na świeżości, ma wydźwięk bardzo uniwersalny i pomimo lekkiej atmosfery, reżyser potrafił wpleść kilka poważnych momentów.
Wreszcie dotarłem do aktorów, główne role zagrali Jack Lemmon (C.C. Baxter) oraz Shirley MacLaine (Fran Kubelik). Lemmona oglądałem w bardziej współczesnych produkcjach, stricte komediowych. Ale trzeba sięgnąć do starszych dzieł by dowiedzieć się jakim talentem włada ten człowiek. Stworzył bardzo przekonująca postać, w scenach gdzie w sumie nic wielkiego się nie działo grał całym ciałem, każdy gest miał znaczenie, potrafił zainteresować widza tak błahymi czynnościami jak sprzątanie mieszkania i przygotowywanie posiłku. Natomiast MacLaine przyszło zagrać kobietę, nieszczęśliwie zakochaną. Potrafiła zainteresować widza od samego początku pojawienia się na ekranie.
Zapraszam, dziś nie zobaczycie tak dostojnie i z wyczuciem zrealizowanej komedii romantycznej. 8/10