czwartek, 20 października 2011

Dawno temu w Ameryce (1984)

Once Upon A Time In America (1984) – król westernu, człowiek odpowiedzialny za reżyserię jednego z najbardziej cenionych filmów o dzikim zachodzie: The Good, the Bad and the Ugly, wziął na warsztat nowojorską mafię. Zabiera widza w podróż niesamowitą, świetnie zrealizowaną, która oczarowuje go od pierwszych minut. Jednak film leżał na półce od dawna. Przerażał mnie czas jaki trzeba będzie spędzić przed tv. Raz, że jest to ciężkie wyzwanie natury fizyczno-fizjologicznej, dwa logistycznej. Lubie nie przerywane niczym seanse, filmy zobaczone na „jednym” wdechu, a przy prawie czterech godzinach emisji może być z tym problem.
Sergio Leone wyreżyserował i był jednym z scenarzystów filmu, który śmiało może obdzielić fabułą kilka innych. Śledzimy losy Davida (Robert De Niro, miło oglądać tego pana u szczytu sławy) zwanego przez przyjaciół Noodles. Poznajemy go w dość ciekawych, a dla niego niebezpiecznych okolicznościach. Dowiadujemy się, ze jest zdrajcą i można wnosić, że mamy do czynienia z człowiekiem mafii. Noodles skazany jest na ucieczkę z miasta. W obrazie przyglądamy się działalności Davida i jego przyjaciół w trzech okresach jego życia. Jako nastolatka w czasach prohibicji, jako dorosłego mężczyznę jednego z czwórki nowojorskich gangsterów zarabiających na sprzedaży alkoholu, oraz jako sześćdziesięciolatka, który powraca na stare śmieci by rozliczyć się z przeszłością. Reżyser bez ostrzeżeń skacze w czasie, bez jakichkolwiek podpowiedzi dla widza. Ale nie musi tego jednak robić. Charakteryzacja aktorów, otoczenie zmienia się w mgnieniu oka i od razu wiadomo w jakim odcinku życia głównego bohatera jesteśmy.
Film mimo, że trwa prawie cztery godziny, intryguje i zaskakuje przez cały czas. Ostatnie kilkanaście minut siedziałem z nosem przy tv (zmęczenie nie miało tu nic do rzeczy), ostatnie kilkanaście minut to mistrzowski twist, to odwrócenie wszystkiego do góry nogami, to jedno z najgenialniejszych posunięć zastosowanych w kinematografii. Arcydzieło. 10/10

4 komentarze:

Peckinpah pisze...

Ja jednak wolę Sergia Leone jako twórcę westernów ("Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" to mój ulubiony western). "Dawno temu w Ameryce" to film bez wątpienia dobry i niezwykle klimatyczny (dzięki nastrojowej muzyce Ennia Morricone), ale nie uważam go za arcydzieło i nie umieszczam go w dziesiątce najlepszych filmów gangsterskich. Jednak Coppola, De Palma i Scorsese rządzą w tym gatunku.

krotko o filmie pisze...

Z tych najsławniejszych i powszechnie uważanych za klasyki kina gangsterskiego widziałem ok 7, więc dziesiątki jeszcze nie potrafię zrobić. Za co się złapie z starszego kina, zawsze dochodzi tyle, że ciężko się wyrobić z oglądaniem :)
Wspomniany TG, TU, and TB mnie poruszył, ale to było jakiś czas temu i żeby tutaj się znalazł muszę obejrzeć go jeszcze raz.
pozdrawiam

szymalan pisze...

Widziałem raz, z dobre 4-5 lat temu i ...hm..chyba za młody byłem na takie kino. Wstyd mi to mówić ale kompletnie nie rozumiałem fenomenu tego 4-godzinnego filmowego mamuta. Przez te 4 lata obejrzałem jednak dobre kilkaset klasyków historii filmu, więc bardzo chętnie bym sprawdził go jeszcze teraz, teraz, kiedy mój gust zdążył mi się już zmienić na dobre. Choć z drugiej strony oglądałem ostatnio kilka westernów Sergia i też żaden nie podszedł na tyle, aby uznać je za arcydzieło. Z gangsterskich też wolę Scorsese, a z westernów to chociażby Eastwooda ("Unforgiven" np.). pozdrawiam!

krotko o filmie pisze...

Damian, a ja broniłem Twojej oceny przy Transformers 3 :)
Chyba częściej będę dawał skrajne oceny, dyskusja w komentarzach murowana.

pozdrawiam