sobota, 22 października 2011

Druhny (2011)

Bridesmaids (2011) – kilka wpisów temu pozwoliłem sobie skrytykować The Hangover Part II . Druhny często porównywane są do tej komedii, że niby to kobieca wersja. Ten dla kobiet opowiada o druhnach i przygotowywaniu wesela z punktu widzenia pań. Poster mieni się odcieniami różu... Więcej mi nie trzeba, nie oglądam, ale to nie oznacza, że nie czytam, a to co widzę minie zaskakuje. Tym pokrętnym sposobem dochodzę do momentu w którym muszę uderzyć się w pierś i napisać, że było zabawnie i to z przytupem.
Jedna z przyjaciółek bierze ślub, druga co chwilę potyka się o własny los. Lillian wychodzi za dobrze sytuowanego mężczyznę, jest szczęśliwie zakochana, lepiej być nie może. Natomiast Annie, ma problemy z mieszkaniem, pracą, mężczyznami, a nowo otwarta piekarnia upadła szybciej niż źle wyrobione ciasto drożdżowe. W filmie śledzimy losy przyjaciółek, głównie tej mniej szczęśliwej, jej starania by wszystko jakoś logicznie poskładać.
Fakt, że mamy do czynienia z komedią, tylko w połowie oddaje prawdę o losach bohaterów. Bowiem w filmie smutek przeplata się z humorem, prawdziwa przyjaźń z tą na pokaz i praktycznie tyko końcówka jest w pełni optymistyczna. Przez dwie godziny doświadczymy kilka ciekawych gagów, na czele z tym tak szeroko rozpisywanym. Proszę sobie wyobrazić zatrucie pokarmowe kilku kobiet gdy do dyspozycji jest tylko jedna toaleta. To naprawdę mocna scena, chwilami obrzydliwa, ale jeśli ktoś przynajmniej raz nie parsknie śmiechem podczas niej, ten smutas i kropka.
Odtwórczyni głównej roli Kristen Wiig, zawładnęła obrazem w 100 procentach. Nie tylko przez to, że praktycznie była cały czas na ekranie. Jej gra, poczucie humoru były nad wyraz naturalne. Zagrała postać o skomplikowanym charakterze z spora dawką bojaźliwości, a mimo to dała się ją lubić, potrafi wydobyć z widza łezkę w oku oboma oczywistymi sposobami.
Polecam serdecznie, dawno się tak nie ubawiłem na babskiej komedii, pokazującej prawdę o kobietach, o facetach także w tak surowo cudowny sposób. 8/10

3 komentarze:

milczacy_krytyk pisze...

Zgadzam się co do słowa. Popłakałem się ze śmiechu na tej komedii - szczególnie chyba na scenie z samochodem i Annie (rewelacyjna Wiig), która stara się zwrócić na siebie uwagę - ale takich fenomenalnych momentów było w tym filmie znacznie więcej. I prawda to, że ten film jest również chwilami bardzo smutny. I chyba właśnie dlatego jest tak udany.
Pozdrawiam

Biżuteria z filcu pisze...

Brzmi bardzo inspirująco :)
Jeśli Tobie się podobało, to ja muszę sięgnąć po ten film koniecznie. Pozdrawiam

Rodion pisze...

Mi też się film spodobał i to bardzo, oceniłem go nawet oczko wyżej ;) O genialnej Wiig nie będę się już wypowiadał, choć mimo silnej konkurencji, to właśnie ona miała dla siebie cały obraz. Gorzko-słodka komedia, taka w sam raz na poprawę humoru (nawet z tymi prymitywnymi żartami, które tutaj były po prostu genialne mimo, że zazwyczaj nimi gardzę - patrz seria "American Pie").