poniedziałek, 4 listopada 2013

Filadelfijska opowiesc (1940)


The Philadelphia Story (1940) – młodzież pragnie nowości, żąda kina z fajerwerkami, super efektami specjalnymi i żeby to wszystko było okraszone humorem około seksualnym, niekoniecznie w sensie romantycznym. Takie czarno-białe przedstawienia jak The Philadelphia Story to nie ich bajka, to przeżytek dla starych ramoli. Nie mam żadnego dowodu na powyższą teorię, sugeruje się otaczającą rzeczywistością, a na to papiery mam.
Dlaczego zaczynam notatkę w tak poważnej nucie? Ano dlatego, że filmy w odcieniach szarości niosą z sobą wielką wartość i należy o tym pamiętać. Prezentowany tutaj obraz nie jest może kamieniem milowym w kinematografii, ale jest przykładem na to jak nakręcić wspaniałą komedią z elementami romansu, pożądania, która nie będzie odrzucała swoją wulgarnością. Ten film to także dotkliwy pstryczek dla naszej sfery plotkarskiej, mającej się za coś odkrywczego i nowoczesnego. O nie. Za oceanem już siedemdziesiąt lat temu organizowano imprezy pod publikę, pod media. Ludzie z pierwszych stron gazet byli zmuszeni uważać na to co mówią, z kim się pokazują itd. Nic odkrywczego, ale doskonale ukazuje ile jesteśmy w tyle za zachodem, jak świeże jest nasze podwórko plotkarskie.
Wracając do filmu, rudowłosa Katharine Hepburn, Cary Grant oraz James Stewart stworzyli fantastyczne trio. Mimo mozolnie rozwijającej się akcji, aktorzy nie pozwalają odejść od ekranu. Każdy z nich miał swoje zadanie i wykonał je wybornie. Hepburn kokietowała męską część widowni przez cały seans, nawet pod wpływem alkoholu jej postać trzymała fason i była urocza. Grant, jako głos rozsądku daje widzowi oparcie i nadzieję na idealne rozwiązanie galimatiasu jaki wytwarza się podczas trwania filmu. No i Jams Stewart w roli początkującego pisarza, potrafi rozbawić kinomana w najmniej oczekiwanym momencie. Wspaniałe dzieło, wspaniała historia 8/10

7 komentarze:

Patryk Karwowski pisze...

Tyle wspaniałych filmów chciałoby się obejrzeć :) a tak mało czasu :) Nawet się nie będę oszukiwać że obejrzę Filadelfijską opowieść, która zapowiada się tak ciekawie według opisu. Musiałbym ją ustawić z numerem 500którymś na końcu kolejki

krotko o filmie pisze...

Przestałem się przejmować problemem o którym piszesz. Trzeba zaakceptować fakt, że wszystkiego nie da się zobaczyć :)
Już nie będę wspominał o serialach pożerających długie godziny ;)

Patryk Karwowski pisze...

Masz rację, seriale to już wogóle abstrakcja :)

dragonfly pisze...

Nie widziałam tego filmu. Do nadrobienia!

graotron.com.pl pisze...

Jestem oficjalnie zachęcony :) Dzięki za recenzję!

Esa Czyta pisze...

Stare filmy lubię chyba najbardziej :) Mają swój klimat :)
Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

blog graotron.com.pl pisze...

Zdecydowanie w moim stylu. Obejrzę ze względu na to, że polecasz ;)