poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Przetrwanie (2011)

The Grey (2011) – zima jest piękna, puch na ulicach, wojna na śnieżki, czerwony nos po spacerze na łonie natury to naprawdę cudowna sprawa. Gorące kakao po powrocie to idealne zwieńczenie zimowego, mroźnego dnia. Gorzej ma się sprawa kiedy śnieg zalega na ulicach, samochód nie chce odpalić, a koszty za ogrzewanie przekraczają zaplanowany budżet. Jednak ta mniej przyjemna strona ów pory roku ma się nijak do tej w jakiej znaleźli się bohaterowie filmu. Oni po katastrofie samoloty pośrodku zamarzniętej dziczy będą się zmagać z pragnącymi krwi wilkami. Grupka mężczyzn toczyć będzie boje między sobą, pokazywać swoje ego do czasu, aż sytuacja zmusi ich do zwarcia sił i walki z wrogiem na czterech łapach.
Liam Neeson za cokolwiek się nie zabierze, wychodzi dobrze, ewentualnie poprawnie. Tak było w 2010 roku kiedy można go było zobaczyć w Drużynie A reżyserowanej przez Joe Carnahana. Na planie „Przetrwania” panowie spotkali się ponownie, tyle, że tym razem relacje widz-aktor, widz-fabuła są bardziej prawdopodobne i życiowe. Tutaj nikomu nie będzie do śmiechu, a postać z kosą w kościastej dłoni będzie czuć się jak u siebie.
Pierwsze kilkanaście minut to kawał czystej i niepohamowanej adrenaliny. Z offu dowiadujemy się gdzie jesteśmy, poznajemy postać Ottwaya, człowieka z snajperką mającego ustrzec robotników pracujących w lesie przed wilkami atakującymi znienacka. Broń miała sprawdzić się jeszcze w jednej sytuacji, ale życie i scenariusz chciało inaczej. Sama katastrofa przeprowadzona jest krótko, treściwie i bardzo szybko znajdujemy się w centrum wydarzeń. Kiedy sytuacja ma się rozwinąć napotykamy dłużyzny, sceny które sztucznie i niepotrzebnie wydłużają seans. Przez co także rytm w jaki wpadamy na początku zostaje zakłócony i psuje odrobinę odbiór. Zakłócają go także środki podjęte do przedstawienia krwiożerczych bestii, które są wygenerowane komputerowo w nieudolny sposób.
Opowieść z założenia nieskomplikowana mimo kilku zwisów jest dobrze opowiedziana, twórcy nie męczą widza słodkim happy endem dodając w finale małego twista, przez co głównego bohatera widzimy w innym świetle. Przyzwoite kino survivalowe. 6,5/10

9 komentarze:

Mariusz pisze...

Nie widziałem poprzednich filmów Carnahana - z reguły unikam remake'ów, dlatego nową wersję "Drużyny A" sobie darowałem, chociaż inne dokonania Neesona jako bohatera kina akcji bardzo przypadły mi do gustu ("Uprowadzona", "Tożsamość"). "Przetrwanie" oglądałem, bo lubię filmy opowiadające o walce o przetrwanie w dzikiej, mroźnej, odciętej od świata scenerii. "The Grey" to film całkiem niezły, zakończenie świetne, dobra rola Neesona, ale podobnie jak Ty, nie dałbym mu wyższej oceny niż 7/10, są lepsze filmy o tematyce survivalowej (żeby daleko nie szukać to wymienię inny film z Neesonem "Seraphim Falls").

krotko o filmie pisze...

Drużyna A to jeden z tych obrazów, które się lubi albo nie. Ja przyjąłem wizję reżysera i dobrze się na nim bawiłem.

Pisałes jakiś czas temu o Seraphim Falls i od tego czasu go szukam :)

dr Kohutek pisze...

Hej zapraszam na mój blog http://recenzjeizwiastuny.blogspot.com/

mięta pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
krotko o filmie pisze...

mieta, mam nadzieję, że wiesz dlaczego skasowałem Twój komentarz.
Dzięki za starania, ale filmy poszukuje w tradycyjny, staroświecki sposób.

Mariusz pisze...

Haha, widziałem ten komentarz zanim go usunąłeś. Ja wprawdzie "Seraphim Falls" oglądałem na DVD, ale przyznaję, że "Przetrwanie" obejrzałem na stronie internetowej z filmami ;)

unnami pisze...

O to film prawdopodobnie którego nigdy nie obejrzę:
a) nie lubię tego typu filmów
b) nie trawię nessona

:D

mięta pisze...

Tak jasne,wiem o co chodzi. Coś mnie zaćmiło :( Nie powtórzy się więcej.

krotko o filmie pisze...

Nie żywię urazy :)