
Tyle wiadomości historycznych, tera kilka słów o filmie fabularnym, który mógł być wspaniałym, klimatycznym, a przede wszystkim kameralnym thillerem. Niestety słowo kameralny przestaje być adekwatne do wydarzeń kiedy w całą sytuacje zaprzęgnięto wojsko, Navy SEALs i amerykański militarny przepych i arogancję. Pierwsza godzina ani przez moment nie zwiastuje niczym nie skrępowanego pokazywania muskułów. Otwarcie, to szybkie wprowadzenie w sytuacje i wrzucenie widza w wir wydarzeń. Emocjonująca jest każda minuta, wydarzenia tak zostały rozpisane, że im dalej tym żołądek bardziej ściska. I kiedy do akcji wchodzi wojsko czar pryska i kolejne kilkadziesiąt minut to standardy kina z wojskiem w roli głównej, gdzie dowodzenie i władza nad sytuacją są elementem gry przesiąkniętej testosteronem. Jednak reżyser, pewnie bez licencji sternika, wykonał sprytny manewr i zakończył historie tak samo jak ją zaczął. Ukazuje bowiem kapitana (Tom Hanks świetna rola), dzielnie trzymającego się przez cały film jako człowieka, któremu po wszystkim puszczają nerwy, który ma prawo się załamać i zrzucić z siebie poczucie obowiązku i być już tylko ojcem i mężem. I tym sposobem moje negatywne uwagi pryskają tak szybko jak słoneczne dni w naszym kraju i staję się wielkim pochlebcom dla tegoż obrazu. 8/10