
To już jest koniec, to film z dziedziny jeśli mnie lubisz jesteś cool, jeśli nie, schowaj swój smutek do szafy – siebie samego też możesz tam umieścić. Tak też się czułem. Do teraz siedział bym w ów szafie gdyby nie to, że płyta w odtwarzaczu sama się nie zmieni. Nie zaprzeczam, że obraz ma swojej momenty i potrafi chwilami, podkreślam chwilami rozbawić. Danny McBride oraz Michael Cera wykorzystali swoje pięć minut na ekranie w sposób znakomity. Ich epizody to także totalne przegięcie, ale trwające na tyle krótko, że nie potrafiło zmęczyć. Szkoda, ze nie można tego powiedzieć o reszcie składu aktorskiego.
Zmęczenie materiału, ujeżdżanie jednego konia w nieskończoność to hasła przewodnie idealnie opisujące film. Można się pośmiać, można stwarzać irracjonalne sytuacje, które w swym szaleństwie są zabawne, ale trzeba znać umiar. 5/10