Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clint Eastwood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clint Eastwood. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2013

Dopóki piłka w grze (2012)


Trouble with the Curve (2012) - „Problem z podkręconą”, przepraszam „Do póki piłka w grze” (który to już raz  dystrybutor zdradza większą część fabuły?) jest obrazem tak bardzo schematycznym, że wieczora higiena jamy ustnej wydaje się nie lada przygodą. W fabule na próżno szukać nowinek, nie ma tutaj dosłownie ani jednej iskierki dającej nadzieje na nową jakość w kinie traktującym sport jako filozofie życiową. Twórcy godząc się na tak mało wyszukaną historię, poklasku szukają w innym miejscu. Okazuje się bowiem, że ograny do bólu motyw można uatrakcyjnić zatrudniając wyśmienitych aktorów, że role obsadzone z głową, pisane pod konkretnych artystów to strzał w dziesiątkę. I tak mamy tutaj Clinta Eastwooda jako tetryka z wiecznie skwaszoną miną oraz Amy Adams, kobietę idealnie dowodzącą własną karierą zawodową, ale zagubioną w życiu prywatnym. Osobę, szukającą miłości, akceptacji, odpowiedzi na pytania zadawane sobie od lat. Towarzyszy im poczciwy John Goodman i jak zawsze przebojowy i wyluzowany Justin Timberlake. Ta czwórka ciągnie film i minuta po minucie przekonuje widza, że jednak warto poświęcić te kilkadziesiąt minut na seans. 
Robert Lorentz prócz gry zespołowej z pałkarzami, łapaczami, skórzanymi rękawicami i home run'ami (nie potrafię zrozumieć fenomenu tego sportu w US) eksponuje problem przemijania, bezceremonialnego zastępowania starego nowym. Odsłania w prostym jak drut filmie, że dzisiejszy sport to numerki, tabele i statystyki, że postęp i nowoczesne techniki rekrutacyjne nie zawsze mogą dostrzec prawdziwy talent. Jednoznacznie uświadamia widza, że sport to biznes, brudny jak każdy inny. 7/10

sobota, 21 kwietnia 2012

J. Edgar (2011)

J. Edgar (2011) – nie od dziś wiadomo, że stworzenie interesującej biografii należy do wyzwań większego formatu. Ostatnimi czasy można było się tego dopatrzeć w Żelaznej Damie, gdzie nie wszystko poszło tak jak można by się tego było spodziewać. Tutaj szczęśliwie reżyser zaoszczędził widzowi wizji starszej osoby która jest już tylko cieniem samego siebie. Eastwood od początku do końca prezentuje szefa FBI jako osobę pewną, konkretną, stworzoną do rządzenia. Tylko na chwilę ukazuje momenty kiedy obserwujemy Hoovera pod twardymi rządami matki czy jako geja nie pokazującego prawdziwej twarzy na forum. Szczęśliwie nie jest to osią filmu, nie dostajemy do obmyślenia tematów łatwo sprzedawalnych, fabuła rozprawia się głównie z problemami na scenie politycznej.
J. Edgar Hoover (Di Capro bezdyskusyjnie dał kolejny popis) w latach dwudziestych walczył z falą komunizmu jak miała się wylać na amerykańską ziemię. Po zwalczeniu czerwonej zarazy swoje działania kieruje przeciwko mafii brutalnie wdzierającej się w społeczne życie. Twórca częstuje widza faktami oczywistymi dla historyków, mieszkańców Ameryki Północnej, lecz dla zwykłego zjadacza chleba nie zawsze są one czytelne. Przez dobrze ponad połowę filmu, fabuła pędzi jak oszalała. Miesza się teraźniejsze życie przywódcy podczas spisywania swojej historii z tymi z rękopisu. Na ekranie nie ma podpowiedzi w jakim obecnie czasie się znajdujemy (pomijam okresy skrajne, gdzie charakteryzacja robi swoje). Jak to pięknie napisali krytycy zza oceanu obraz jest niekoherentny. Mówiąc po ludzku brak mu spójności, autor skacze bardzo często w czasie, co powoduje trudności w ogarnięciu całości.
Spotkałem się także z zarzutami, że obraz jest nieudolny technicznie z staroświecka charakteryzacją i niemrawym oświetleniem. Pierwszy zarzut zostawiam do oceny osobom kompetentnym z tytułem szkoły wyższej. Dziwią mnie dwa pozostałe zażalenia. Pytam się jak mieli prezentować się aktorzy na planie jak nie staroświecko w filmie opowiadającym o wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat?, których wykreował człowiek mający 82 wiosny na karku. Zapach naftaliny jest wręcz obowiązkowy. No i zostało już tylko oświetlenie, które na mój gust było zamierzone i miało przedstawiać dwoistość natury Hoovera. Jego twarz często była z jednej strony słabo oświetlona, a z drugiej wręcz „przepalona”. Wspominając scenę z garaży gdzie spotyka się FBI z miejscową policją aktorzy są oświetleni punktowo, jakby reszta sceny nie miała wielkiego znaczenia, a liczył się tylko dialog i emocje w nim zawarte. Więc dla mnie światło jak i cała reszta stoi na wysokim poziomie
Polecam, nawet bardziej niż ostatni obraz z Meryl Streep. Film choć nie porywa i ewidentnie mu czegoś brakuje, to jednak prezentuje mistrzowski warsztat, ciekawy temat i wzruszający finał. 7,5/10

niedziela, 1 kwietnia 2012

Invictus - Niepokonany (2009)

Invictus (2009) – długo odwlekałem ten seans. Powód jak zwykle tan sam – mało pochlebne recenzje. Teraz po zapoznaniu się z materiałem mogę się zgodzić, że Eastwood nie trafił w oczekiwanie wszystkich. Bo jeśli widz szedł do kina z nastawieniem, że reżyser rozprawi się z apartheidem to mógł się poczuć oszukany wychodząc z sali. Autor, choć początkowo zapowiadało się odrobinę inaczej, nakręcił film o sporcie z gdzie wydarzenia społeczne pojawiają się na zasadzie przebłysków, krótkich spojrzeń na rutynę mieszkańców.
Nelson Mandela (Morgan Freeman) został wybrany prezydentem RPA w 1994 roku. Chcąc wprowadzić nowy porządek w kraju, mając zamiar inaczej prowadzić działania polityczne za swojego pomocnika w szerzeniu ducha jedności w narodzie wziął kapitana drużyny rugby. François Pienaar (jakby nieobecny i mało zaangażowany Matt Damon) miał przemienić drużynę, znienawidzoną przez rdzennych mieszkańców, narodową w inspirującą maszynę w symbol nowej jakości. Czy mu się udało przekonajcie się sami, ewentualnie można zajrzeć w wyniki finału rugby z 1995 roku.
Obraz który miał być fragmentem biografii laureata nagrody Nobla, okazał się filmem gdzie oglądanie zielonej trawy będzie częstsze od zaglądania na ulice Południowe Afryki, cierpiącej praktycznie w każdej dziedzinie życia codziennego. Może faktycznie trochę szkoda, że twórca nie zagłębił się bardziej w temat. Osobiście daleki jestem od otwartej krytyki w stronę głównodowodzącego na planie. Powstałe dzieło w gruncie rzeczy dobrze się ogląda, daje kilka ciekawych informacji o prezydencie, dyscyplinie sportu dla dżentelmenów i mimo wszystko po projekcji mamy jakieś pojęcie czy była segregacja rasowa. 7/10

czwartek, 24 listopada 2011

Wyjęty spod prawa Josey Wales (1976)

The Outlaw Josey Wales (1976) – wyjęty spod prawa, bo nie chciał się poddać wojskom Unii, a nie chciał się poddać, bo miał rachunki do wyrównania. Reżyser (Eastwood w dwóch rolach – gra główną postać i dowodzi na planie) w pierwszych scenach przedstawia klasyczny konflikt. Zwyczajny (przynajmniej na początku swojej drogi) obywatel, mąż, ojciec traci w brutalny sposób swoją rodzinę. Jeden z dowódców wojsk Unii w ten sposób przekazuje wiadomość, że za wszelką cenę dopnie swego, a każdy sprzeciw będzie się kończył tragicznie dla oponenta. Krótko po tych wydarzeniach, Walesa odwiedza nieformalny oddział południowców, dalej stawiających opór w tej praktycznie przegranej już wojnie. Ten przystępuje do nich i staje się rewolwerowcem z krwi i kości. Grupa partyzantów szybko jednak dochodzi do wniosku, że dalsze działania nie mają sensu i oddają się w ręce Jankesów. Od tej pory Josey, nie oddając broni, nie porzucając swych poglądów musi radzić sobie sam, no prawie sam.
Eastwood w swym filmie zbudował silną, interesującą postać, wsadził w ramy czasowe końca wojny secesyjnej i posklejał to w taki sposób, że wyszedł niespieszny film drogi. Fabuła nie pędzi jak oszalała, bohater zmierza do celu, po drodze walcząc z łowcami głów, a gdy ktoś potrzebuje pomocy, udziela jej. Mimo, że zagrożenie czeka na każdym kroku, nie waha się przystanąć, porozmawiać, a w scenach gdy wydaje się, że śmierć jest blisko, potrafi znaleźć czas by splunąć, a dopiero potem się bronić. Wales to twardy facet, którego napędza żal, gorycz, a przede wszystkim nienawiść, to kowboj oglądający się cały czas za siebie, myśląc jednocześnie jak się odpłaci.
To z założenia nie miał być film o dzikim zachodzie, w sensie stricte. Wygląda na to, że reżyser przedstawił swój punkt widzenia na tamte czasy, odniósł się do sprawy Indian, jasno dał do zrozumienia, że tak jak na każdej wojnie szlachetne cele są przypłacane życiem niewinnych ludzi. Skrytykował także ówczesne władze. Na przykładzie rozmowy głównego bohatera z wodzem jednego z plemion, dał do zrozumienia w jaki sposób można było rozwiązać istotne kwesties. Myślę, że Wyjęty spod prawa, to dobra lekcja historii, a Clinta nigdy dość, więc zapraszam. 7,5/10

czwartek, 23 czerwca 2011

Bez przebaczenia (1992)

Unforgiven (1992) - stęskniłem się za westernem, za widokiem zapijaczony rewolwerowców, za charakterystycznymi przybytkami gdzie nie tylko w karty można pograć, za otoczką dzikiego zachodu. Wybór padł na obraz gdzie na stołku reżysera zasiadł, wymieniany w poprzednim wpisie, niezłomny Clint Eastwood z tą różnicą, że tutaj odgrywa dodatkowo jedną z głównych ról.
Akcja filmu dzieje się pod koniec XIX wieku w typowej dla swoich czasów mieścinie. Jedna z pań lekkich obyczajów zostaje brutalnie potraktowana przez swojego klienta. W ramach zemsty wynajmują Schofield Kid'a (Jaimz Woolvett aktorstwo poniżej oczekiwań, człowieka nie dało się polubić) by załatwił oprawców w sposób surowszy od tego jaką karę wymierzył im szeryf (Gene Hackman). Młody prosi o pomoc Billa Munny (Clint Eastwood), człowieka który jeszcze kilka lat wcześniej mordował po pijaku wszystkich którzy mu podpadli. Później poznał odpowiednią kobietę, przestał pić i zwyczajnie się zmienił. Początkowo odrzuca propozycję, jednak sytuacja finansowa zmusza go do wykonania zadania. Nie czując się w pełni na siłach, wiedząc, że potrzebuje sprawdzonego kompana broni, wciąga do zespołu Neda (Morgan Freeman), jego wiernego przyjaciela. W trójkę przyjdzie im się zmagać z mężczyznami którzy skrzywdzili kobietę, ale także z szeryfem nie uznającym kompromisów, jeśli chodzi o swój zawód.
Film powstał gdy boom na westerny dawno się już skończyła, więc twórcy musieli uderzyć mocno już na samym początku. Przeglądając listę aktorów uczestniczących w przedsięwzięciu można śmiało powiedzieć, że im się udało, ponieważ zgromadzenie na jednym planie aktorów pokroju Eastwooda, Hackmana oraz Freemana to wielkie wydarzenie i dobry prognostyk na końcowy sukces. Aktorzy zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, dawno nie widziałem tak przekonująco wyglądających kreacji, zagranych przez aktorów mających młodzieńcze lata dawno za sobą.
Obsada to jedno, drugie to porządna fabuła i tutaj także strzał w dziesiątkę. Scenarzysta wpuścił odrobinę świeżego powietrza w skostniałą konwencję westernu. W Bez przebaczenia nie uświadczymy nawracających się na dobrą drogę kowbojów, bogobojnych szeryfów, o żadnej z postaci nie możemy powiedzieć, że jest kryształowo czysta czy też do cna zła. Zapomnijmy także o gorącym klimacie zachodu, dostajemy za to deszczowa pogodę, śnieg, a sceny strzelanin ani przez chwile nie wyglądają na zabawne, są konkretne i brutalne. Unforgiven to pomnik dla filmów z przeszłości, pozwala myśleć o westernach jak o poważnych produkcjach, gdzie spożywanie whisky i pojedynki w południe to nie wszystko. 8/10

niedziela, 19 czerwca 2011

Medium (2010)

Hereafter (2010) - jeśli na krześle reżysera zasiada Clint Eastwood to wiadomo, że film na pewno zobaczę. Co do fabuły tutaj już nie jestem takim optymistą, omijałem filmy, seriale o podobnej tematyce, sam jestem zwolennikiem twardego stąpania po ziemi. Jednak cóż byłby ze mnie za fan Eastwooda, który nie ogląda jego dzieł i cóż za człowiek nie potrafiący szeroko tworzyć oczy i uwierzyć!
Hereafter to trzy historie, które pod koniec się spotkają, tyle, że każda z nich dotyka zagadnienia z innej strony. Pierwsza z nich to historia bliźniaków z Londynu. Mieszkają z matką, narkomanką, więc obowiązki domowe jak i szkolne spadają na ich barki, a do tego robią wszystko by opieka społeczna nie zabrała ich z domu. Starszy o kilka minut Jason, podejmuje wszystkie decyzje, jest głową rodziny. Pewnego dnia w drodze powrotnej z apteki, podczas ucieczki przed młodocianymi oprychami wpada pod samochód. Marcus zostaje sam i od tej pory będzie szukał odpowiedzi, będzie chwytał każdą okazje by jakoś się skontaktować z bratem.
Druga opowieść to historia francuskiej dziennikarki Cécile De France (Marie Lelay), która podczas ostatniego dnia wakacji wpada w sidła tsunami. Wtedy to właśnie podczas próby jej reanimacji zatrzymuje się akcja serca, a główna zainteresowana doznaje objawienia, wizji. Od tej chwili zaczyna zastanawiać się co widziała, szuka odpowiedzi, aż w końcu wpada na pomysł wydania książki na ten temat.
Łącznikiem tych historii jest postać grana przez Matta Damona jako George Lonegan, medium. To człowiek, który w odróżnieniu od dziesiątek szarlatanów, którzy wyciągają tylko pieniądze od ludzi w ramach usług rozmów z zaświatami, potrafi rozumieć się z zmarłymi. Problem w tym, że uważa swoją przypadłość za brzemię, nie potrafi normalnie żyć gdy otacza się tylko śmiercią. Zatrudnia się więc w fabryce, robi wszystko być kimś zwyczajnym, lecz przeznaczenie w końcu się o niego upomni.
Medium (polski tytuł pasuje jak pięść do nosa) to skromna w wymowie opowieść o wierze w życie po śmierci, to radzenie sobie z życiem podczas gdy wiemy co jest po drugiej stronie, kiedy umknęliśmy cudem spod kosy. Mimo stonowanego przekazu, mamy do czynienia z poważnym tematem i należało by przed seansem rozważyć czy jesteśmy gotowi na taką historię, czy potrafimy się otworzyć i zaakceptować wizję Eastwooda? Jeśli tak, to 120 min przed ekranem będzie należało do udanych. 7/10

czwartek, 9 czerwca 2011

Pula śmierci (1988)

The Dead Pool (1988) – Pierwsze kilka minut zwiastuje pewne nowum, jakby twórca już na starcie chciał zaciekawić widza i sprawić by szybko zapomniał o Sudden Impact. Harry Callahan zyskuje uznanie wśród szefostwa i dziennikarzy za przyczynienie się do osądzenia i skazania mordercy. Prawda, że jak na serię, to szokujące wiadomości? W dalszej części obrazu mamy do czynieni z kalką poprzednich odsłon przygód nieustraszonego stróż prawa. Inspektor znowu musi walczyć o życie, skazany mafiozo tak łatwo nie odpuszcza i pragnie zemsty. Domyślacie się, że z meczu, czterech mężczyzn z bronią automatyczną na jednego z rewolwerem, bez szwanku wychodzi Harry, przy okazji niszcząc kolejny samochód. Kilka chwil po tej akcji, inspektor, przyciągany niczym magnes do ogromnego kawałka metalu, wpada wprost na kolejny napad rabunkowy. Tylko sobie znanym sposobem, karci bandziorów i załatwia sprawę w kilka chwil.
Wspomniane wydarzenie zaprezentowano w ciekawy sposób i dawały nadzieje na ciekawe kino. Jakież było moje zdziwienie, gdy z minuty na minutę było coraz lepiej. Na ekranie zobaczymy Jamesa Careya (obecnie Jima, krótka ale znacząca rola), którego obserwujemy na planie teledysku. Wykonuje utwór, Welcome to the Jungle, pochodzący z repertuary Guns N' Roses, którego członkowie pojawia się na moment przed kamerą, co już w ogóle mnie zaszokowało.
Tytułowa Pula śmierci, to zabawa w świeci filmowym, zabawa polegająca na wytypowaniu listy osób które w najbliższej przyszłości odejdą z tego świata. Pierwszym nieszczęśnikiem okazuje się wspomniany muzyk, a akcja przenosi się na plan filmowy. Tam poznajemy reżysera, cenionego twórcy horrorów (wcielił się w niego Liam Neeson) Pierwsze podejrzenia padają właśnie na tego pana, ale Callahan i jego nowy partner Al Quan nie są do końca przekonani co do tej teorii. . Fabuła będzie krążyć wokół filmu, zginie nawet krytyk, co przypomina mi, o odpowiednim artykułowaniu cierpkich słów kierowanych do twórców.
The Dead Pool okazuje się produkcją jedną z lepszych w całej serii poprzez zastosowanie banalnych zabiegów. Nowy partner inspektora to zabawny Azjata, przy którym nawet główny bohater potrafi się rozchmurzyć. Nareszcie wpuszczono trochę humory do fabuły, a ten często pomaga w przymykaniu oka na słabości scenariusza. W końcu także zatrudniono aktora, który potrafi coś zagrać. Neeson wspaniale wkomponował się w konwencje filmu i widać, że dobrze mu się współpracowało z Eastwoodem.
Na koniec muszę wspomnieć o finale, tak przerysowanym, tak bezczelnie przesadzonym, że aż miło. Callahan w ostatecznym starciu, dzierży w dłoniach ogromny harpun, kształtem przypominający potężną strzeblę. Robi to do czego nas przyzwyczaił, aczkolwiek ta scena zagrana przez kogo innego pewnie była by śmieszna i mało przekonująca, w wykonaniu Eastwood wygląda pysznie. Aktor żegna się z rolą, a widz ku swojej uciesze może obserwować solidne przypieczętowanie serii. Polecam. 7,5/10

wtorek, 7 czerwca 2011

Nagłe uderzenie (1983)

Sudden Impact (1983) – seria dołuje, zasmuca mnie to niesamowicie. Łudziłem się nadzieję, że czwarty z kolei film będzie lepszy i solidnie zaznaczy swoją obecność. Moje nadzieje rozkwitły, gdy w czołówce ujrzałem, że producentem i reżyserem jest sam Eastwood.
Pierwsze kilkanaście minut wskazywały na to, że będzie dobrze. Nie pojawiło się nic nowego, aczkolwiek oglądanie nie sprawiało nieprzyjemnego uczucia: ja już nie chcę!. Callahan kolejny raz rozwiązuje sprawę napadu, tym razem na kafejkę, kilkoma strzałami, nie ginie nikt postronny więc szafa gra i buczy. Na rozprawie sądowej, sędzia oskarża inspektora o bezprawne pobranie dowodów do sprawy przez co nie można nikomu postawić oskarżeń. Przełożeni mają już dosyć przemocy stosowanej przez inspektora, szkód jakie wyrządza.
Wreszcie pojawia się morderstwo, ofiarą okazuje się mieszkaniec San Paulo. Inspektor zmuszony jest do wyjazdu (w ramach zejścia ze świecznika, doprowadził do zawału serca szefa mafii, a ta chce zemsty), poprzez swoje zadanie, zostanie wplątany w sprawę na większą skalę. Film traci przez to, że akcja przenosi się do małego miasta. Metropolia dobrze wpływała na klimat, niestety ten się kończy wraz z zmiana lokalizacji. Zmniejsza się także czas kiedy na ekranie występuję Eastwood. Reżyser daje nam poznać sprawcę morderstw, jej przeszłość oraz okoliczności które zmusiły ją do vendetty. Niby dobrze, ale kolejny raz nie ma żadnej tajemnicy, widz dostaje wszystko na tacy i musi tylko obserwować jak detektyw łączy fakty i dochodzi do wniosku kto zabijał. Film trwa dwie godziny i naprawdę nie wiem po jaką cholerę tak długo.
Nie wyszło Clintowi, zdarza się najlepszym. Przyznam, że punkty musiałem rozdać za malutkie perełki (np automatyczne Magnum), jakoś muszę ratować reputację mojego ulubieńca. 5,5/10

piątek, 3 czerwca 2011

Strażnik prawa (1976)

The Enforcer (1976) – początek trzeciej części nie różni się za bardzo od pozostałych. Nieustraszony inspektor zupełnie przypadkiem przejeżdża obok sklepu, w którym bandyci przetrzymują zakładników. Żądają samochodu z policyjnym radiem aby mogli nim uciec z miejsca zdarzenia. Callahan nie myśląc zbyt długo, nie czekając na rozkazy z góry, daje im samochód, tyle że zbyt dosłownie. Wjeżdża swym brązowym wehikułem wprost przez okno wystawowe, załatwia sprawców napadu, nikt z zakładników nie ucierpiał, więc sprawa została załatwiona szybko i skutecznie.
Zwierzchnikom Harrego coraz bardziej zaczynają przeszkadzać jego metody, oraz idąc z biegiem czasu chcą zatrudnić w roli detektywów kobiety. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że inspektorami w wydziale zabójstw zostają ludzie bez doświadczenie, bez obycia z pracą na ulicy. Callahan dostaje nowego partnera, kobietę którą sam egzaminował, zajmującą się do tej pory papierkową pracą. Początkowo nie był zadowolony z nowego przydziału, ale jak to często bywa w takich sytuacjach, poznał się na partnerce i z czasem zaczął darzyć ja szacunkiem.
Przyszło im zmierzyć się z szajką, mianującą się wyzwolicielami narodu. Żądają od miasta (biedne te San Francisco, cięgle te okupy) kilku milionów dolarów, ponieważ jeśli nie dostana pieniędzy, zdetonują materiały wybuchowe i zrobią sobie strzelnicę na mieście.
Zdaję sobie sprawę, że w latach siedemdziesiątych nie przywiązywano tak ogromnej wagi do ochrony jak dzisiaj, ale żeby magazynu z bronią, amunicją i materiałami wybuchowymi pilnował jeden człowiek to przesada. Raz, że jeden to dodatkowo poczciwy staruszek, który wpuszcza przestępców, ubranych w uniformy firmy gazowniczej, pod pretekstem wycieku gazu. Twórcy zadrwili z widza i ciężko było im odbudować moje zaufanie. Później nie doświadczamy nonsensów na tak wielka skalę, ale tak prawdę mówiąc nie doświadczamy niczego. Akcja, jeśli tak można nazwać kilkadziesiąt minut nudnego dochodzenia, nie wciąga i toczy się najzwyczajniej w świecie. Dopiero pod koniec reżyser przypomniał sobie, że jest w San Francisco i ma do dyspozycji wyspę z legendarnym więzieniem Alcatraz. Tam właśnie ukrywają się szantażyści przetrzymujący burmistrza, których oczywiście odnajduje Brudny Harry i kolejny raz wymierza sprawiedliwość. Te kilka scen z więzienia osładza całość, nareszcie jest trochę napięcia i akcji. Niestety za mało by kogokolwiek przymuszać do oglądania, a już teraz wiem, że kolejna część jest jeszcze słabsza, ale to już w następnym wpisie. 6/10

niedziela, 29 maja 2011

Siła Magnum (1973)

Magnum Force (1973) - Magnum, kaliber 44 i jego właściciel na tyle spodobali się publiczności, że postanowiono nakręcić drugą część przygód inspektora Callahana. Znowu przyjdzie mu się zmierzyć z niedoskonałościami prawa, okaże się, że najprostsze rozwiązanie jest najbardziej właściwe.
San Francisco wstrząsa fala brutalnych morderstw, a inspektor nie może nad nimi pracować ponieważ został odsunięty z wydziału zabójstw. Dociera jednak na miejsce zbrodni, „rzuca” fachowym okiem i jak gdyby nigdy nic udaje się do baru szybkiej obsługi, gdzie serwują najlepsze kanapki w mieście. Ulubiony bufet znajduję się na lotnisku, Harry mimo, że przed momentem widział miejsce brutalnej zbrodni, pochłania ulubiony przysmak. Podobnie jak w pierwszej części tak i tutaj inspektor całkowicie przypadkiem ratuje życie innym. Jak lotnisko, to i samoloty, a jak samoloty to i porywacze. Callahan sugeruje obsłudze lotniska, że uda się na pokład w roli kapitan samolotu i spróbuje rozwiązać ciężka sytuację. Siada za sterami maszyny i już ma wystartować, aczkolwiek okazuje się, że przecież tego nie potrafi, wciska hamulec, wszyscy się przewracają, a on ratuje kilkadziesiąt pasażerów od podróży pod przymusem.
Trochę się rozpisałem o scenie która niczego do filmu nie wnosi, ale z drugiej strony nie zdradza fabuły. A ta jest na tyle mało skomplikowana, że mogę tylko wspomnieć, że w głównym wątku wystąpią policjanci oraz przestępcy, a Harry będzie musiał to wszystko poukładać i ocenić co jest bardziej słuszne i wybrać mniejsze zło.
Siła Magnum w reżyserii Teda Posta nie różni się za bardzo od dzieła Dona Siegiela (reżyser Dirty Harry). To podobny klimat, choć tym razem twórca zaoszczędził widzowi nadmiaru nocnych, źle doświetlonych scen. To także fabuła nie wymagająca większego skupienia podczas oglądania, z niestety ale słabszą ścieżką dźwiękową. Muzyka już nie jest tak soczysta jak poprzednio, dźwięki bardziej wytłumione, nie do końca spełniają swoją rolę.
To dopiero drugi film z serii, a ja już wiem, że mam do czynienia z kinem nie najwyższych lotów, które trzeba lubić lub darzyć odtwórcę głównej roli sympatią. To wystarczy by nacieszyć zmysły podczas seansu. 7/10

sobota, 28 maja 2011

Brudny Harry (1971)

Dirty Harry (1971) - dzisiejszy wpis to początek opowieści o inspektorze Harrym Callahanie, zwanym także brudnym Harrym. Na przestrzeni siedemnastu lat powstało pięć filmów o nieugiętym policjancie. W główną role wcielił się nie kto inny jak mój ulubieniec, Clint Eastwood. Tym razem porzucił dziki zachód, konia zamienił na amerykańskie krążowniki (bujające się kilkanaście sekund po zatrzymaniu się, co zawsze powoduje uśmiech) i pilnuje porządku na ulicach San Francisco.
Harry to dobry gliniarz, kierujący się w pracy bardzo prosta zasadą: „Gdy dorosły facet goni kobietę i chce ją zgwałcić, to go zabijam”. A na pytanie skąd o tym wiedział że antybohater chce dokonać tak bestialskiego czynu, odpowiada na odczepnego: „Kiedy nagi koleś goni kobietę z nożem i fiutem na wierzchu, to chyba nie zbiera datków na czerwony Krzyż”. Dosadnie i konkretnie, bez zbędnych pytań czy wątpliwości, taki jest właśnie główny bohater.
W pierwszej części przyjdzie mu się zmierzyć z szaleńcem, zabijającym dla wyłudzenia okupu od miasta. Co nie przeszkadza mu w pomocy samobójcy chcącemu skoczyć z dachu, robi to w sposób mało konwencjonalny, ale skuteczny. Reżyser nie tłumaczy widzowi dlaczego morderca atakuje, skąd się wziął i po co. Jest i już. W rolę złego wcielił się Andrew Robinson, i jak dla mnie grał trochę za bardzo, nad interpretował swoją postać. W odróżnieniu od dzisiejszych produkcji złoczyńca nie był wyrachowanym draniem, inteligentnym ale pokrzywdzonym przez życie obywatelem, tylko zwyczajnym pomyleńcem nie wiedzącym co zrobić z wolnym czasem. Podoba mi się ta koncepcja, czyniąc film bardziej realnym, i pro społecznym, ponieważ bandyta ma być zły, a policjant dobry i kropka.
Szybko licząc film ma już czterdzieści lat i nie ma się co oszukiwać to widać na pierwszy rzut oka. Dziś filmy tego rodzaju są kręcone inaczej, jest więcej energii, akcji, efektów specjalnych. Aczkolwiek mimo swojego wieku Dirty Harry broni się bez większego problemu, przywołując klimat lat siedemdziesiątych, tamtego społeczeństwa. Muzyka jest wyśmienita, kilka motywów z perkusją na pierwszym planie przewyższa elektroniczny bełkot, który często się dziś słyszy.
Nie chce wywoływać wilka z lasu (w dobie remaków) ale w dzisiejszym kinie brakuje takiego charakteru ja Harry Callahan. Obrazy XXI wieku emanują poprawnością polityczną, tam policjant nie pociągnie za spust, tylko odda przestępcę w ramiona wymiaru sprawiedliwości. Wiem, że są wyjątki, ale to raczej w produkcjach amerykańskich stacjach kablowych, albo w kinie niszowym. Zdaję sobie sprawę, że przez te kilkadziesiąt lat świat zdziczał jeszcze bardziej, stał się bardziej brutalny, ale miło by było zobaczyć tak surową i bezinteresowną postać w teraźniejszej produkcji. Ja tego pana kupuję. 7,5/10

niedziela, 3 kwietnia 2011

Bialy myśliwy o czarnym sercu (1990), Afrykańska królowa (1951).

White Hunter Black Heart (1990) – film nakręcony na podstawie powieści autorstwa Petera Viertela, nawiązujący do wydarzeń które miały miejsce przed nakręceniem filmu Afrykańska Królowa (film opisany poniżej) w reżyserii Johna Hustona. Film wyreżyserował jak i zagrał główną rolę Clint Eastwood i nareszcie miałem okazje zobaczyć mojego ulubionego aktora w kreacji odbiegającej od jego wizerunku. Cokolwiek by nie zagrał, jakkolwiek początkowo był zły, krnąbrny, nieznośny koniec końców okazywało się, że jego postać to człowiek o gołębim sercu, tutaj jest odrobinę inaczej. „Biały myśliwy, czarne serce” to opowieść o człowieku, który potrafi wstawić się za drugim człowiekiem, stanąć w jego obronie ale też o jego egocentrycznej naturze nie pozwalającej mu na wykonywanie obowiązków zawodowych. John Wilson (Clint Estwood) jako jeden z pierwszych reżyserów w Hollywood decyduje się na zrobienie filmu po za USA, plenery mają być kręcona w Afryce. Po ciężkich bojach z producentami, reżyser postawił na swoim, wyrusza z przyjacielem, pisarzem Pete Verrillem (Jeff Fahey) do Afryki. Na miejscu interesuje go wszystko tylko nie przygotowania do filmu. Nowa pasja, polowanie, zawładnęła nim doszczętnie, nie pozwala mu myśleć o niczym innym jak tylko o uśmierceniu słona. Zastrzelenie słonia staje się symbolem, buntem, popełnieniem grzechu, na który pozwala Bóg. Film przepełniony górnolotnymi hasłami czy też wręcz przekombinowanymi wypowiedziami, aczkolwiek z ust Eastwooda, wypadają całkiem znośnie w odbiorze.
Film jest przedstawieniem jednego aktora, nie wychyla się czymś szczególnym ale to interesująca pozycja z bardzo dobrą rolą Clinta Eastwooda. 7/10

The African Queen (1951) - współczesne kino, nazwijmy je popularne, ma sporo do zaoferowania widzowi. Począwszy od efektów specjalnych, udoskonalanie technologi 3D po filmy gdzie najważniejsze jest przesłanie, scenariusz i oczywiści aktor, jego interpretacja wykonywanej roli. Staram się śledzić współczesne produkcje, czy sięgać po nieco starsze perełki światowej kinematografii, a dzieła typu African Queen utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że dobre filmy robiono już kilkadziesiąt lat temu.
Afrykańska Królowa to narzędzie pracy dla Charliego, kapitana, handlowca, człowieka który porzucił wielkomiejski gwar, a podróżowanie łajbą, staje się jego pasją. Podczas swoich podróży po niebezpiecznych afrykańskich rzekach, zajmuje się handlem, poznaje miejscowe zwyczaje, kulturę, odkrywa piękno kontynentu na którym się znalazł. Akcja filmu jest osadzona na początku pierwszej wojny światowej, kiedy to niemieccy żołnierze równali z ziemią tubylcze wioski, a mieszkańców wcielali do armii.
W jednej z zniszczonych wiosek obecny był, wraz z swoją siostrą, kaznodzieja z misją niesienia wiary. Niespodziewany atak i rozpoczęcie wojny były dla niego druzgocące w skutkach, nie poradził sobie z zaistniałą sytuacją, początkowo odchodząc od zmysłów by koniec końców odejść w ramiona stwórcy. Siostra duchownego, Rose, została sama w zniszczonej wiosce, nie wiedząc co z sobą zrobić. Na szczęście pojawia się u jej drzwi Charlie, proponując swoją pomoc. Wspólna wędrówka głównych bohaterów początkowo przebiegała dosyć opornie, spotkały się dwa światy: z jednej strony lekkoduch, człowiek nie stroniący od dobrej zabawy przy alkoholu, z drugiej, kobieta z dobrego domu, z zasadami, dla której wystawny podwieczorek nie był niczym nadzwyczajnym w środku buszu.
Dzieło Huston'a, to opowieść nie tylko o podróży dwojga ludzi, którzy przynajmniej początkowo nie maja z sobą nic wspólnego, to film ku pokrzepieniu serc, to opowieść o walce z napotkaną tyranią. Przedstawia widzowi bohaterów, którzy mimo braku odpowiednich środków i okoliczności podejmują się niebezpiecznego zadania nie zważając na swoje życie. W głównych rolach zobaczymy Humphrey Bogart jako Charlie Allnut oraz Katharine Hepburn jako Rose Sayer Poczynania pary głównych bohaterów oddają w świetny sposób wzorce zachowań tamtych lat, uświadamiają widzowi jakie były relacje między kobietą a mężczyzną, w jaki sposób niegdyś rozkwitała prawdziwa miłość.
Film zapisał się w historii kina jako jeden z pierwszych kręconych w większości po za Hollywood i to w kolorze. Klasyk to może za duże słowo, ale z czystym sumieniem zapraszam na seans. 7/10

poniedziałek, 12 lipca 2010

Kelly's Heroes, Galerianki.

i po urlopie...

Kelly's Heroes (1970) - film zobaczyłem ze względu na Eastwooda, ale tym razem był on tylko tłem dla Telly Savalasa i Donalda Sutherland'a, dwie bardzo dobrze zagrane role. Akcja filmu dzieje się podczas drugiej wojny światowej, dowódca oddziału MSgt. Big Joe (Telly Savalas) słyszy od towarzyszy broni, że maja dosyć swojego losu, walki z której nic nie mają i postanawiają napaść na bank, ich łupem ma paść niemieckie złoto o wartości 16 mln dolarów. Prowodyrem i późniejszym dowódcą nieformalnej akcji jest Kelly (Eastwood), który mimo przeszkód po drodze za wszelka cenę chce zdobyć złoto. W "Złocie dla zuchwałych" nie znajdziemy, bezwzględnych nazistów, rozlewu krwi, scen batalistycznych, to film gdzie wojna jest traktowana jako drugi plan. 7/10

Galerianki (2009) - ludziska zachwycali się tym filmem, słowa głównej bohaterki: "kup mi jeansy, to zrobię Ci loda", obiegły kraj błyskawicznie, więc nastawiłem się na film o oddawaniu swoich wdzięków za "suwenira" z odrobiną luzu, humoru. Szybko jednak zostałem sprowadzony na ziemię, kolego to przecież polski film, więc musi byc albo głupkowato komediowo albo dramat do granic możliwości. Galerianki okazały się obrazem pozbawionym humoru, z ciekawym tematem przedstawionym bez polotu z bohaterami którym nie wiadomo czy współczuć czy się na nich złościć za ich własną głupotę. Film jako całość jest znośny, twórców należy pochwalić za zmierzenie się z trudnym do pokazania szerokiej publiczności tematem, za zrobienie czegoś o i dla młodzieży. Gdy całość jest ok, to poszczególne sceny, bohaterowie muszą kuleć i tak jest tutaj np.: koleżanka która zaszła w ciążę - banał, aż boli i to co zrobił główny bohater (Franciszek Przybylski), przyjaciel Alicji (Anna Karczmarczyk) woła o pomstę, miało wywołać szok u widza, mnie zniesmaczyło. 6/10

środa, 19 maja 2010

Co się wydarzyło w Madison County (1995) , Śmierć jak kromka chleba (1994), Breaking Bad (2008-?, sezon 1-3).

The Bridges of Madison County (1995) - opowieść o miłości dwoja dojrzałych ludzi... Clint Estwood oraz Meryl Streep stworzyli genialny duet na ekranie, chce się ich ogladać, śmiać i wzruszac się razem z nimi. Ja jako fan Estwooda, kowboja, twardziela, brudnego Harrego, mogę powiedzieć, że ten pan potrafi zagrac i w tak wzruszająco romantycznym filmie. 8/10

Śmierć jak kromka chleba (1994) - nie będę oceniał tego filmu, bo to obraz który trzeba zobaczyć, będąc ciekaw jak wyglądało życie na śląsku na początku lat 80 tych, to film który powinien pozostać w naszej pamięci.

Breaking Bad (2008-?) - Walter White (Bryan Cranston), nauczyciel chemi, ojciec, mąż zwykły obywatel, zwykłe życie. Wszystko się zmienia po usłyszeniu diagnozy: rak w trzecim stadium, zostało Panu dwa lata życia. Walter chcąc zapewnić rodzinie, spokojny byt finansowy, postanawia wykorzystać swoje wykształcenie... Wraz z Jesse Pinkman'em (Aaron Paul) zaczyna produkować narkotyk o wysokiej jakości przez co staje się znany w Nowym Meksyku. Serial brutalny, szorstki, prawdziwy, wspomniany Nowy Mexyk dodaje mu ciekawego charakteru. Produkcja moim zdaniem wyjątkowa, inna od tego co aktualnie mozna zobaczyć w TV, polecam. 8.5/10

niedziela, 16 maja 2010

Flash Forward (2009-2010), Ninja Assassin (2009), Pale Rider (1985).

Witam. Dzisiaj jeden anulowany serial, aczkolwiek godny polecenia, prawie nowość filmowa nie wymagająca od widza używania myślenia oraz przedstawiciel westernu z lat 80 tych. Zapraszam

Flash Forward (2009-2010) - serial zostaje tylko z jednym sezonem, oficjalnie go anulowano, mimo to w kilku słowach chcę do niego zachęcić. 2 minuty i 17 sekund, na tyle cała ludzkość traci przytomność, podczas której ludzie doznają swego rodzaju wizji przyszłości. Sprawą rozwikłania zagadki, co było powodem zamroczenia zajmuje się FBI, na czele oddziału staje Mark Benford, śledzimy także osobiste rozterki głównych bohaterów, jakie powstają po poznaniu swojej przyszłości. Moim zdaniem serial ciekawy, potrafi wciągnąć, więc dlaczego go anulowano? Flash Forward był reklamowany jako następca serialu Lost, miał być równie dobry i intrygujący więc ludzie czekali na podobnego rodzaju wstrząs po seansie, niestety z odcinka na odcinek spadała oglądalność i producenci z względów ekonomicznych zaprzestali produkcji. Ja podszedłem do przebłysku bez porównań i jestem usatysfakcjonowany tym co na razie widziałem, ostatni epizod będzie emitowany 27.05.2010. 7,5/10

Ninja Assassin (2009) - jest wieczór a Ty sie nudzisz, chcesz zobaczyć film, który nie bedzie od ciebie wymagał zbytniej koncentracji to Ninia Asasin nadaje się do tego idealnie. Sporo krwi i akcji. 6/10

Pale Rider (1985) - Eastwood, to powinno wystarczyć za recke filmu, a tak na poważnie, Pale Rider to klasyczny wester kręcony w latach 80tych. Opowieść o tych dobrych i złych, tylko jedni moga byc górą, zgadnijcie kto? Tytułowy niesamowity jeździec to pastor, pomagający poszukiwaczom złota, którym grozi śmierć z rąk płatnych zabójców. 7/10

czwartek, 13 maja 2010

Dystrykt 9 (2009), Motylek (1973), Oszukana (2008), Californication (2007-?, sezon 1-3)

Trochę wspominek. Zapraszam

District 9 (2009) - mam nadzieje, że film pokaże nowy tor jakim powinny zmierzać wytwórnie filmowe, świeże podejście do sci-fi. 1990 roku na ziemie przybywają obcy, osiedlają się w Johannesburgu w RPA. 28 lat po zasiedleniu się na ziemi, ludzie pod przykrywką eksmisji obcych szukają ich broni. Główna rola przypadła panu Sharlto Copley (podziwiam realizm z jakim zagrał), jego postać, przypadkowo zostaje zarażona wirusem, który zmienia jego DNA, za pomocą tego zabiegu jest zdolny kontrolować broń obcych... 9/10

Papillon (1973) - film oparty na autobiograficznej powieści Henri Charriera, opowiada o człowieku, który niesłusznie zostaje skazany na kare dożywocia i zostaje wysłany na Gujane Francuską, która zasłynęła jako miejsce z którego się nie wraca. Genialnie zagrane role przez Mcqueen'a i Hoffman'a, wyjątkowy film o przyjaźni, uporze o tym jak ważna dla człowieka może byc wolność! 9/10

Changeling (2008) - historia oparta na faktach, Christine Collins (Angelina Jolie), odzyskuje dziecko z rąk porywaczy, jednak po chwili orientuje się, że to nie jej chłopczyk. Od tej chwili, obserwujemy walkę z skorumpowaną władzą wykonawczą, sądowniczą która nie przyznaje się do swojego błędu. Na pomoc przybywa pastor, w tej roli John Malkovich, czyli ciekawa para aktorska, dodając do tego genialnego reżysera (Clint Eastwood), wychodzi film godny polecenia. 8/10

Californication (2007-?) - jak to dobrze, że David Duchovny to nie tylko the X-files. Californication to serial, jak na razie z 3 sezonami, o pisarzu który ma kryzys twórczy, który ma problemy na lini córka-ojciec, jedyna prawdziwa miłość (rola przypadła pięknej Nataschy McElhone) - on sam, alkohol, kobiety itp. Sezony po 12 odcinków każdy, oglądałem praktycznie w jeden, dwa dni, ostrzegam fabuła podana z niecodziennym poczuciem humory bardzo wciąga. Czekam na następne epizody. 8.5/10