Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrien Brody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrien Brody. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2011

Pianista (2002)

The Pianist (2002) - dzieło Romana Polańskiego opowiada losy muzyka, kompozytora Władysława Szpilmana. Pierwsze obrazy jakie widzimy dzieją się niedługo po wkroczenie wojsk niemieckich do Polski w wrześniu 1939 roku. Śledzimy losy rodziny Szpilmanów, początki ograniczania praw Żydów w Warszawie. Władysław był cenionym muzykiem, miał wielu przyjaciół, którzy gdy przyszedł na to czas pomogli mu przeżyć wojnę w okupowanej stolicy. Polański skupił się na Szpilmanie, jasno nakreślił z czym zmagali się ludzie noszący na ramieniu Gwiazdę Dawida.
Główną rolę w filmie zagrał Adrien Brody. Za występy u Polańskiego Brody dostał oskara, a ja się ciężko zastanawiałem dlaczego. Na wstępie nie wyróżniał się jakoś specjalnie, robił swoje i już. Lecz kiedy film dobiegł końca, a przez ostatnie kilkadziesiąt minut kamera była praktycznie skupiona na odtwórcy głównej roli, olśniło mnie dlaczego Akademia go doceniła. Gdy Szpilman ucieka z Warszawskiego getta, dostaje się pod skrzydła przyjaciół i musi w samotności obserwować co się wokół dzieje, często nie mając czego na talerzu położyć. Obserwując jego gehennę, naprawdę mu współczułem, żal, ból, nienawiść i zniechęcenie widać było w jego oczach. Bravo!
Reżyser prowadził obraz spokojnie i z wyczuciem, tylko momentami chwytał się tanich sztuczek by zaszokować widza. Przypomniał co działo się kilkadziesiąt lat temu w naszym kraju, zrobił to w sposób rzetelny. To, że napiętnował Niemców za ich bestialskie czyny mnie nie dziwi, zrobił to wyśmienicie, ale miał także odwagę pokazać Żydowską policję, ludzi o wątłym przywiązaniu do własnej grupy społecznej. Polecam, mocne kino, zdjęcia zniszczonej Warszawy w ostatniej scenie wgniatają w fotel! 8/10

środa, 1 grudnia 2010

Eksperyment (2010), Preadtors (2010).

The Experiment (2010) – dziś nie będę się tłumaczył, że nie widziałem oryginału, że nie słyszałem o eksperymencie więziennym, przeprowadzonym na losowo wybranych studentach uniwersytetu Stanford. Dziś, dumny z siebie, mogę napisać, że podejście do filmu z 2010 było świadome z odpowiednim bagażem wiedzy w temacie.
Dzieło Scheuring'a to remake filmu Das Experiment z 2001 roku produkcji niemieckiej. Powtórka z rozrywki udana ale słabsza od oryginału. Historia ta sama, czyli wyselekcjonowana grupa ludzi zostaje poddana eksperymentowi, podzielona na strażników i skazanych, odseparowana od świata zewnętrznego i obserwowana.
W rolach głównych występują Forest Whitaker oraz Adrien Brody, są podporą filmu, ich świetne aktorstwo ratuje film. W szczególności Whitaker, któremu przyszło zagrać rolę w której mógł zaprezentować ciekawy warsztat aktorski. Fabuła różni się od oryginału a tym bardziej od prawdziwych wydarzeń ( tak naprawdę nie zauważyłem nigdzie aby twórcy wspominali coś, ze film jest oparty na..., aczkolwiek jest to raczej oczywiste skąd czerpali natchnienie).
Powiedziałbym, że wersja amerykańska jest bardzo uproszczona, płytka, zmiany w zachowaniu bohaterów pojawiają się za szybko, są nieszczere. Oglądając film, nie czuje się tej atmosfery bezradności z jaką muszą walczyć więźniowie, zdjęciom brakuje autentyczności przekazu który tak paraliżował mnie oglądając dzieło sąsiadów zza Odry. Scenarzyści poszli po najmniejszej linii oporu, nie zgłębili się w psychikę bohaterów, nie potrafili oddać ciężkiej atmosfery panującej w zakładzie, uprości historię do minimum. Zobaczyć można, oryginał trzeba znać. 6/10

The Predators (2010) – znowu Adrien Brody (co się stało z jego głosem, przeziębiony grał czy co?), znowu film który ani ziębi ani parzy. Ponieważ już na początku wiadomo, kto pierwszy zginie (no dobra ja się pomyliłem, ale mój typ zginął jako drugi), że w ostatecznym rozrachunku zostanie dwoje bohaterów i choć nie będzie ckliwego zakończenia z gorącymi całusami to oczywistym jest, iż płeć piękna z odrobina pomocy poradzi sobie na obcej planecie. Zapomniałbym, akcja filmu dzieje się na bliżej nie określonej planecie, gdzie zostają przetransportowani ludzie którym daleko do przyzwoitych obywateli. Zostają zwierzyną na którą poluje tytułowy bohater. Okazuje się, że znany nam Predator to popierdułka i cienias, poznamy nowego, lepszego, większego myśliwego.
Jeśli chcecie zobaczyć bandę szumowin, przestępców która stając na krawędzi urwiska, gdzie widać krajobraz nie znany ziemianinowi, zaskakują się tak jak ja na wiadomość, że będzie kolejna edycja Tańca z Gwiazdami, to tak: zapraszam na film. 6/10

czwartek, 4 listopada 2010

Splice (2009), Cool Hand Luke (1967).

Splice (2009) - modyfikowana żywność leży na pułkach sklepowych, naukowcy informują nas, że znaleźli nowy gen, że wiedzą za co jest odpowiedzialny, a do powołania nowego życia „wystarczy” laboratorium i odrobina szczęścia. Pamiętacie słodką sklonowaną owieczkę? To już dobre kilka lat temu, dziś oficjalnie nie mówi się o klonowaniu ale czy temat jest martwy tego już zwykły zjadacz chleba nie wie.
Twórcy filmu zrobili jeden krok dalej, podają na tacy co może się wydarzyć gdy ludzie zaczynają być sprytniejsi od natury od naturalnych kolei rzeczy. Przedstawiają swoją wersję laboratorium, eksperymenty w trakcie których powstaje nowe życie, a ambitni naukowcy za wszelka cenę chcą zrobić coś więcej, pójść jeszcze dalej. Sprawdzić co powstanie z połączenia ludzkiego DNA z zwierzęcym.
Film zaintrygował mnie od pierwszego obejrzanego zwiastuna, głównie za sprawą ciekawego tematu. Od strony fabularnej, „Istota” prezentuje się dobrze, mimo kilku absurdów, np jak to możliwe, że dwoje ludzi pracuje nad zaawansowanym projektem po godzinach i nikt tego nie zauważa. Reżyser przeprowadza nas gładko przez seans, sprawia, że interesuje nas zakończenie historii. Dzieło jako całość prezentuje się naprawdę przyzwoicie, aczkolwiek najlepsze i najważniejsze w tym wszystkim jest to, że zmusza do myślenia, porusza naszą wyobraźnie i wskazuje: co by było gdyby? A jeszcze jedno: scena z Adriene'm Brody, gdzie spoufala się z „nowym stworzeniem” ostro wbija się w pamięć! 7,5/10

Cool Hand Luke (1967) – czasami warto sięgnąć po starszy film, ale nie po klasyka co to wszyscy go znają, nie po dzieło przełomowe ale po obraz który został nakręcony innymi sposobami co dzisiejsze produkcje, który po prostu jest dobry. Takim właśnie dziełem jest opisywany film z Paulem Newman w roli głównej.
Tytułowy „Nieugięty Luke” zachowuje się jak rozkapryszony 15 latek. Jest lekko duchem, nie potrafi się nudzić, wymyśla na poczekaniu sytuacje za które często musi płacić wysoką cenę. Główny bohater trafia do więzienia gdzie jego stosunek do życia i łamanie reguł na każdym kroku, komplikuje jego życie wśród strażników więziennych.
Ciesze się (który to już raz?), że znalazłem perełkę, dobrze zobaczyć ikonę kina, w roli która odbiega od kanonów amerykańskiej postawy. Obraz z lat 60 tych, gdzie zasady hipisowskie zaczynały przybierać na sile co moim zdaniem ukradkiem przedstawia nam reżyser. 7/10