Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will Smith. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 grudnia 2012

Faceci w czerni 3 (2012)


Men in Black 3 (2012) – jeśli jeszcze kiedyś usłyszę, że mróz, taki naprawdę ciężki minus, zabija wszelakie bakterie i wirusy, bo przecież one nie noszą szalików, kiedy ja akurat choruję, nie ręczę za siebie. Ale nie ma tego złego, więc wolną chwilę trzeba wykorzystać na seans. Tyle, że kiedy w organizmie prócz typowych płynów, hulają wściekłe zarazki, a percepcja nie jest stuprocentowa, ów seans musi być lekki i przyjemny. Wybór padł na trzecią część Facetów w czerni i mimo kilku chwil zażenowania, kiedy ktoś spoglądający mi przez ramię szyderczo się uśmiechał, panaceum na bezsens choroby zdało egzamin.
Kolejna odsłona serii (nie miałem przyjemności z poprzednimi) zabiera widza do podróży na koniec lat sześćdziesiątych, do czasów misji kosmicznych, hipisów, protestów przeciwko interwencji w Wietnamie. Ten interesujący skok w czasie przez agenta J (świetny Will Smith) potraktowany jest z sporą dawką umowności. Scenariusz nie przewiduje żadnych paradoksów, niejasności wynikających z tułaczki do poprzedniego tysiąclecia, tutaj chodzi wyłącznie o zabawę i zmianę środowiska. To pretekst do poznania młodego agenta K, oraz co bardziej interesujące, rozwikłania zagadki - dlaczego bohater jest tak szorstkim realistą?. 
MiB to ogólnie rzecz biorąc jeden wielki piknik, bez większego ładu i składu posiadający jednak ten nienamacalny czynnik zatrzymujący widza przy ekranie. To sprytnie zrealizowana wariacja na temat kultury, sztuki, nowej historii Stanów Zjednoczonych. Polecam tym, co rozpoczynają dzień od syropu. 6/10

środa, 11 maja 2011

Enemy of the State (1998)

Enemy of the State (1998) – zrządzeniem losu po Niepowstrzymanym, kolejnym filmem na liści do zobaczenia okazał się Wróg publiczny. Pojawiła się doskonała okazja do porównania dzieł Tonego Scott, sprawdzenia jak pracował w latach dziewięćdziesiątych. Zajmował się podobnym gatunkiem sztuki filmowej z tą tylko różnicą, że obraz z 98 roku posiada bardziej rozbudowana fabułę, akcja nie pędzi tak szybko, znalazło się miejsce na dokładniejsze przedstawienie bohaterów.
Zaczątkiem dla fabuły była projekt ustawy o możliwości obserwacji, podsłuch amerykańskich obywateli, który dawał organom ścigania nieograniczony dostęp do inwigilacji, której nie trzeba było w żaden sposób argumentować. Pierwsze sceny filmu to morderstwo na jednym z członków rządu, który był przeciwnikiem tejże ustawy. Jego śmierć została przypadkowo zarejestrowana przez obserwatora przyrody. Taśma z kompromitującym nagraniem na którym widać twarz urzędnika agencji NSA (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) trafia przypadkowo w ręce Roberta Clayton Deana (Will Smith), prawnika będącego od tamtej chwili w wielkim niebezpieczeństwie. Sprawca zabójstwa za wszelką cenę chce odzyskać nagranie, a pomaga mu w tym zajmowane stanowisko i środki jakimi dysponuje agencja.
W filmie będziemy świadkami ciekawych ujęć, zdjęć przelatującego satelity, dowiemy się o kilku wynalazkach technologicznych po których można wysunąć wniosek, iż reżyser był zafascynowany współczesna technologią. Dzisiaj nie robi już ona takiego wrażenia jak 12 lat temu, ale dla mnie jest elementem pozytywnie wpływającym na końcowy werdykt. A ten jest dobry, ponieważ mamy do czynienia z interesującym filmem, fabuła jest na tyle rozbudowana, że nie przynudza, twórca postarał się o zwroty akcji, ciekawych bohaterów mających swoje słabości i tajemnice co czyni ich postacie z krwi i kości.
Szala zwycięstwa nie przechyli się na żaden z filmów, ponieważ każdy jest dobry, spełnia swoją role w należyty sposób oraz idealnie wpasowują się w czasy w których powstały. To takie niezobowiązujące kino sensacyjne w którym reżyser nie pozwala widzowi się nudzić i dokładnie wie co robić. 7/10