Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1998. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1998. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2011

Enemy of the State (1998)

Enemy of the State (1998) – zrządzeniem losu po Niepowstrzymanym, kolejnym filmem na liści do zobaczenia okazał się Wróg publiczny. Pojawiła się doskonała okazja do porównania dzieł Tonego Scott, sprawdzenia jak pracował w latach dziewięćdziesiątych. Zajmował się podobnym gatunkiem sztuki filmowej z tą tylko różnicą, że obraz z 98 roku posiada bardziej rozbudowana fabułę, akcja nie pędzi tak szybko, znalazło się miejsce na dokładniejsze przedstawienie bohaterów.
Zaczątkiem dla fabuły była projekt ustawy o możliwości obserwacji, podsłuch amerykańskich obywateli, który dawał organom ścigania nieograniczony dostęp do inwigilacji, której nie trzeba było w żaden sposób argumentować. Pierwsze sceny filmu to morderstwo na jednym z członków rządu, który był przeciwnikiem tejże ustawy. Jego śmierć została przypadkowo zarejestrowana przez obserwatora przyrody. Taśma z kompromitującym nagraniem na którym widać twarz urzędnika agencji NSA (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) trafia przypadkowo w ręce Roberta Clayton Deana (Will Smith), prawnika będącego od tamtej chwili w wielkim niebezpieczeństwie. Sprawca zabójstwa za wszelką cenę chce odzyskać nagranie, a pomaga mu w tym zajmowane stanowisko i środki jakimi dysponuje agencja.
W filmie będziemy świadkami ciekawych ujęć, zdjęć przelatującego satelity, dowiemy się o kilku wynalazkach technologicznych po których można wysunąć wniosek, iż reżyser był zafascynowany współczesna technologią. Dzisiaj nie robi już ona takiego wrażenia jak 12 lat temu, ale dla mnie jest elementem pozytywnie wpływającym na końcowy werdykt. A ten jest dobry, ponieważ mamy do czynienia z interesującym filmem, fabuła jest na tyle rozbudowana, że nie przynudza, twórca postarał się o zwroty akcji, ciekawych bohaterów mających swoje słabości i tajemnice co czyni ich postacie z krwi i kości.
Szala zwycięstwa nie przechyli się na żaden z filmów, ponieważ każdy jest dobry, spełnia swoją role w należyty sposób oraz idealnie wpasowują się w czasy w których powstały. To takie niezobowiązujące kino sensacyjne w którym reżyser nie pozwala widzowi się nudzić i dokładnie wie co robić. 7/10

czwartek, 28 października 2010

Jak wytresować smoka (2010), Hazardziści (1998).

How to Train Your Dragon (2010) – gdy pojawia się ciekawa animacja czekam na polski dubbing, jedna z niewielku rzeczy jakie wychodzą w polskim kinie. Tutaj po zapoznaniu się z oryginalnymi głosami wiedziałem od razu, że zobaczę film z angielskim dubbingiem. Ciekaw byłem w szczególności Butelra jako Stoick – ojciec głównego bohatera, oraz Craiga Fergusona (prowadzący talk-show Late Late Show). Panowie wypadli bardzo dobrze, świetny akcent, każdy miał swój styl, nie wiadomo czy czytać napisy czy delektować się dialogami.
Jak wytresować smoka to historia młodego wikinga, chłopca o filigranowej posturze z zamiłowaniem do prac w kuźni, bez żądzy krwi smoków, czyli nie po tradycji rodzinnej. Na domiar złego Hiccup łapie w sidła jednego z najgroźniejszych smoków, opisywanych w książkach, jako ten z którym się nie walczy, tylko chowa w krzakach i modli o to by odszedł. Stając z potworem twarzą w twarz nie potrafi zrobić mu krzywdy, a z czasem zaprzyjaźnia.
Film ma ciekawa wymowę, uniwersalne przesłanie, mówi o starciach miedzy ojcem a synem, uczy, bawi, umila jesienne, coraz dłuższe i zimne wieczory (musiałem to kiedyś napisać). Polecam. 8/10

Rounders (1998) – nie jestem fanem oglądania filmów w telewizji, niekończące się reklamy, podobny i powtarzający się repertuar, a ciekawostki są upychane w godziny dla nocnych marków. Dlaczego jeden film może być emitowany w każdej stacji kilka razy a drugi nie? Nie będę nad tym się rozwodził, powiem tylko tyle, szkoda, że Hazardziści nie trafili do częstej emisji w polskiej TV.
W kilku słowach można powiedzieć, że Rounders to film o pokerze o ludziach dla których jest on zabawą, pracą, uzależnieniem. Do dziś znałem całe dwa rodzaje tej gry, okazuje się, że odmian jest trochę więcej, że żyjąc w Nowym Jorku można grać w niezliczonych ilościach miejsc a nasz los nie zależy tylko od kart.
W filmie Śledzimy losy Mike'a McDermott (Matt Damon), studenta prawa, który po sromotnej porażce wycofał się z hazardu. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy odbiera swojego przyjaciela z więzienia Lester'a 'Worm' Murphy (Edward Norton) razem wpadają w wir kart, żetonów i długów które szybko trzeba spłacić.
Na koniec dodam, że koniec filmu można przewidzieć nie pod koniec, bo już prawie na początku, mimo to warto znać ten film, nie wszystko będzie tak oczywiste jak może się wydawać (ja się pomyliłem w przypuszczeniach co do fabuły) . Koniec. 7/10