sobota, 18 września 2010

Niezniszczalni (2010), Lęk pierwotny (1996).

The Expendables (2010) – o „Niezniszczalnych” sporo się naczytałem, widziałem kilka zapowiedzi i mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać po najnowszej produkcji Stallone. Moje nastawienie naprawdę było wielce przychylne, jestem fanem Rockiego, Johna Rambo ponieważ te produkcje miały to co coś co powoduje, że po seansie wybaczamy wpadki, durnoty, braki aktorskie czy też scenariuszowe na rzecz ciekawej produkcji dla facetów.
Jednakże Expendables daje widzowi tylko i wyłącznie wielkie BUM, zapominając o fabule (głownie chodzi mi o to, żeby film był o czymś!, aby scenarzysta trochę się wysilił!) aktorstwie, humorze (bez którego filmy tego typu stają się drętwą sensacją) i w końcu o tym, że plejada gwiazd na ekranie nie uczyni z filmu arcydzieła.
Mogę postawić jeden mały plusik na rzecz filmu, będzie to Jason Statham, gdyż mimo braku wszechstronnego warsztatu aktorskiego zagrał tutaj w porównaniu z innymi koncertowo.
Chcecie oglądać? Ok, ale proszę potem nie mówić, że straciliście 90 min z życia na coś bezwartościowego. 5/10

Primal Fear (1996) – to jeden z tych filmów, które przechodzą bez większego echa, idealnie nadają się na wieczorny seans w telewizji publicznej ale posiadają to coś, że jak już zaczniemy oglądac zostajemy do napisów końcowych.
Primal Faer to historia Aarona, oskarżonego o zabójstwo arcybiskupa. Jego obrońcą zostaje ceniony i popularny w mieście adwokat Martin Vail, w tej roli Richard Gere, jak dla mnie rola poprawna aczkolwiek nie wywołuje większych emocji. Rolę podejrzanego o zbrodnie zagrał Edward Norton, i tu już jest dużo lepiej ( UWAGA SPOILER- jego podwójna rola to małe arcydzieło to właśnie on trzyma widza przed, jak to się niegdyś mawiało, odbiornikiem telewizyjnym)
Zapraszam do oglądania, w ramach - kino klasy B też dobre może być. 6,5/10

niedziela, 12 września 2010

KoF przedstawia: Enen, Flash of Genius.

Enen (2009) – Wojna Polsko-Ruska, Szyc z fryzurą na zapałkę, tutaj długie włosy... niech zostanie lepiej przy swojej naturalnej fryzurze.
Dobra ale coś o filmie, NN to film którego akcja toczy się w Wrocławiu podczas pamiętnej powodzi z 1997 roku. Konstanty Grot (Borys Szyc), lekarz szpitala psychiatrycznego, zainteresował się pacjentem bez przeszłości. Losy bohaterów zahaczają (znowu, mam tu na myśli ostatni seans – Dom Zły) o lata osiemdziesiąte, czas manifestacji, przekrętów walki pomiędzy komunistyczny rządem a Solidarnością.
Film toczy się powoli, Grot stara się odkryć białe karty w historii swojego podopiecznego. Angażuję się na 100%, przez co cierpi oczywiście na tym jego życie rodzinne. W tym momencie pomyślałem dlaczego reżyser chciał wątki rodzinne, ponieważ dziecko z bolącym brzuszkiem czy żona i jej kariera muzyka, niczego do filmu nie wnosi, typowy zapychacz czasu.
Rok 2009 w polskiej kinematografii przynosi nam, filmy niedopracowane żeby nie powiedzieć słabe!, przynosi ciekawe produkcje czerpiące garściami z niedalekiej historii oraz daje Enena – solidną produkcje dającą spokojniej spoglądać w przyszłość na rodzinne podwórko filmowe. 6,5/10

ps: mała wpadka, firma Sonda SA, wrzuciła na rynek soki Pysio o smaku marchewkowo-owocowy w 1999, akcja filmu dzieje się w 1997r ;)



Flash of Genius (2008) – prawa ręka na drążku zmiany biegów (czasami lewa), jedynka, sprzęgło następnie dodanie gazu i samochód w niewyjaśnionych do końca okolicznościach rusza. Ta sama prawa ręka podczas deszczu steruje drążkiem zał/wył wycieraczkek, gdzie pierwszy bieg odpowiada za wycieranie szyby w określonych odległościach czasowych. Banalne prawda? Okazuje się, że nie tak do końca.
Przebłysk geniuszu to historia Bob'a Kearns, wynalazcy wycieraczek samochodowych z możliwością ich regulacji. Sprawa rozbija się o korporacje Ford'a, która początkowo była zainteresowana pomysłem by po przyjrzeniu się prototypowi, zrezygnować z współpracy. Jak można się domyślić, po testach wdrożyła wycieraczki do swoich samochodów, pomijając w tym wszystkim prawdziwego twórcę.
Film opowiada o zażartej walce o swoje, o poświęceniu życia zawodowego i rodzinnego dla prawdy. Dwie godziny seansu mijają bez większych zgrzytów, kino spokojne bez wodotrysków. 7/10


wtorek, 7 września 2010

KoF przedstawia: Janosik. Prawdziwa Historia, Dom Zły.

Janosik Prawdziwa Historia (2009) – oglądając zwiastun, byłem pozytywnie zaskoczony, spodziewając się ciekawej europejskiej produkcji. Gdy Janosik wszedł na ekrany nie było już tak różowo, zewsząd zaczęły wylewać się wiadra pomyj na dzieło Agnieszki Holland, w internecie aż kipiało od negatywnych opinii. Więc ja, jak wielu z nas odpuściłem sobie opowiadanie o zbójnickim życiu Janosika, do czasu przeczytania recenzji szymalana, bowiem tam pojawiło się światełko nadziei.
Pomyślałem sobie, co mi szkodzi zobaczyć bohatera znanego z polskiego serialu TV. Siadam, oglądam i chce coś dobrego napisać ale... faktycznie coś nie wyszło.
Komentarze pod adresem filmu są niestety trafne i w większości słuszne. Opinie o słabym aktorstwie, o robieniu filmu na siłę, bez pomysłu na stworzenie ciekawej spójnej opowieści z interesującymi bohaterami.
Ja powiem tylko tyle, że łatwo jest krytykować, rzucać kłody pod nogi a gorzej dać kredyt zaufania dla produkcji tego typu. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego „czegoś” i próbować robić dalej filmy w koprodukcji z innymi europejskimi krajami a może coś nam kiedyś wyjdzie na miarę filmu, stającego w szranki z światowymi produkcjami. Europa środkowa, wschodnia ma bogatą historie, ciekawe legendy z których na pewno można stworzyć coś ciekawego, nie możemy z góry przekreślać śmiałych przedsięwzięć bo będziemy skazani na wyjałowione z uczuć amerykańskie produkcje z efektami specjalnymi w tle. Na zachętę 6/10

Dom Zły (2009) - szkoda, że dopiero dziś publikuje notkę o Janosiku, ponieważ mógłbym podejrzewać, że za moją namową, polska kinematografia wyciągnęła wnioski i w końcu stworzyła coś ciekawego, stworzyła coś czego nie musimy się wstydzić.
Dom Zły, przypomina nam lata 80te, lata w których do godnego życia „wystarczyło” donosić na sąsiadów, bliskich do Milicji Obywatelskiej. Człowiek potrzebował paszportu, wyczyścić sobie kartotekę zawodową czy osobistą, awansować musiał „tylko” opowiedzieć władzy co tam w trawie piszczy. Po filmie, byłem wdzięczny losowi, że przyszło mi żyć w tamtych czasach jako dziecko, ponieważ skończyłbym pewnie jak porucznik Mróz!
Ciekawa intryga, serwowana w klimacie władzy komunistycznej gdzie człowiek człowiekowi wrogiem. Film który mimo kilku nie potrzebnych scen, czasami szokowania na siłę, zasługuje na miano dobrego polskiego kina!
A jeszcze jedno, w jakim celu śnieg na okładce BR jest zabarwiony na czerwono? Zabieg zupełnie nie potrzebny, w filmie można znaleźć tyle ciekawych zdjęć, kadrów, że posiłkowanie się zakrwawionym śniegiem jest nie na miejscu. 7,5/10

piątek, 3 września 2010

KoF przedstawia: Baraka, Trinity and Beyond.

Baraka (1992) – człowiek zasiada wygodnie przed ekranem, spodziewa się dobrego dokumentu, pięknych zdjęć, że czegoś się nauczy, zobaczy ciekawe miejsca, ludzi, kultury a dostaje film który hipnotyzuje, zmusza do myślenia, zasmuca wprawia człowieka z cywilizowanego kraju w zakłopotanie.
Konstrukcja dokumentu jest ciekawa, bo tak: wszystko zaczyna się w Himalajach, możan przypuszczać, że to poranek, widzimy sporo budynków religijnych, różnorakie plemiona w ich codziennym życiu. – piękne zdjęcia.
Dalej, jakby po południu twórcy zabierają widza do wsi, miast, wielkich aglomeracji. Zdjęcia nadal zachwycają ale zaczyna się ukazywanie prawdy o człowieku o tym w jak różnych warunkach ludzie żyją. Od kobiet, dzieci i bydła na wysypisku śmieci, do tłumów w metrze, ulicach w olbrzymich metropoliach. Od zakładu pracy gdzie setki kobiet produkuje ręcznie papierosy po zmechanizowaną produkcje sprzętu elektronicznego.
Trzecia część to swoiste zakończenie dzieła, widzimy ludzi w Indiach nad rzeką przy codziennych czynnościach – kąpiel, przepierkę bielizny aż po spalanie zmarłych na stosie (nie wiem czy to normalny obrzęd w tym kraju czy coś specjalnego ale wyglądało wstrząsająco)
Koniec jest spokojniejszy, zachody słońca, ciekawa architektura, wracają bohaterowie z początku filmu, koniec dnia. 9/10

Trinity and Beyond (1995) – Rok 1945 przyniósł światu zakończenie II wojny światowej, pierwszą eksplozje nuklearną i dwie bomby atomowe Little Boy oraz Fat Man zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki.
Trinity and Beyomd to film dokumentalny opowiadający o próbach nuklarnych jakie USA przeprowadzały w latach 1945-63, ćwiczenia odbywały się pod wodą, pod powierzchnią ziemską, nad powierzchnią – dla uzyskanie lepszewgo efektu oraz w atmosferze ziemskiej.
W tym samym czasie swoją wiedzę teoretyczną jak i praktyczną pogłębiali Rosjanie, wyścig zbrojeń jak się patrzy. Twórcy prócz militarnych przepychanek pokazują widzowi propagandę w USA i Związku Radzieckim.
Zapraszam na seans, po którym większość z Was powie: że z tego nie było wojny to cud! 8/10

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Brzdąc (1921), Polowanie na Czerwony Październik (1990).

The Kid (1921) – to mój pierwszy film z tego okresu, pierwszy film Chaplina i na pewno nie ostatni. Jestem zafascynowany tym co zobaczyłem! Opowieść wręcz banalna, bo o porzuconym dziecku, które znalazł samotny mężczyzna, przygarnął i pokochał jak swoje.
Od dziś zostaje fanem Charlesa Chaplina, z prostej historii potrafił wyciągnąć sporą dawkę humoru, miłości a nawet dramatu, a to wszystko w 50 min filmu z napisami na czarnej planszy, obłęd!
Warto zobaczyć to dzieło, zobaczyć jak kiedyś robiło się filmy! 9/10

The Hunt For Red October (1990) – początek filmu to ciekawe info dla widza, bowiem dowiadujemy się o zatonięciu łodzi podwodnej pod banderą Związku Radzieckiego o uratowanych marynarzach by pod koniec wiadomości przeczytać, że rządy USA jak i Związku Radzieckiemu zaprzeczają takim wydarzeniom.
Tytułowy Czerwony Październik to najnowsze dziecko Radzieckiej marynarki, to łódź podwodna z nowym, prawie niesłyszalnym napędem co w realiach podmorskich starć ma kolosalne znaczenie. Kapitan łodzi zdając sobie sprawę z tego, że ma pod sobą narzędzie które może wywołać wojne, postanawia oddać się w ręce Amerykanów. Fakt ten nie spodobał się Moskwie i zapada wyrok na kapitana i okręt – zniszczyć.
Film od strony technicznej nie powala genialnymi zdjęciami, muzyką czy napięciem wyostrzonym do granic możliwości, wszystko jest raczej na przyzwoitym poziomie. Postawiono tu nacisk na polityczne aspekty tego wydarzenia.
Odtwórcy głównych ról to: Sean Connery jako kapitan Marko Ramius (Red October) zagrał jak na zawodowca przystało oraz młodziutki i chudziutki Alec Baldwin jako analityk CIA, ciekawa rola, kluczowa w rozwoju fabuły. 7/10

czwartek, 26 sierpnia 2010

Fantastic Mr. Fox, I Love You Phillip Morris.

Fantastic Mr. Fox (2009) – sam nie wiem dlaczego, ale nic nie pchało mnie do tej produkcji, film o lisie? Bez sensu... Jakież było moje zdziwienie gdy przeglądając blogi szanownych recenzentów, napotkałem ciekawe i co najważniejsze dobre słowa pod adresem filmu. Więc nie pozostało mi nic innego, jak zasiąść wygodnie w fotelu i delektować się światem zwierząt.
Fantastyczny pan Lis oczarował mnie od pierwszych minut, genialna scenografia, świetny dubbing i zachęcająca fabuła. Od samego początku widać, że animacja jest na najwyższym poziomie, postacie, przedmioty jakimi się posługują, wnętrza są bardzo realistyczne, widać ogrom pracy jaki musiał być włożony, żeby wszystko tak pięknie wyglądało.
W naszym kraju jesteśmy przyzwyczajeni do dobrego dubbingu zapominając, że oryginalny także może być bardzo dobry. Tak jest w tym przypadku, głosu Lisowi użyczył George Clooney, świetna robota, Meryl Streep podkładała swoje kwestie za panią Lis, jej chwile na ekranie były jak 2 łyżeczki cukru w herbacie z cytryną w mroźny dzień. Każda postać, nawet mała rola miała intrygujący głos, dobrze i ciekawie zagrany.
Fabuła (przychodzą mi tylko kulinarne metafory do głowy) prosta acz podana na wykwintnej zastawie w restauracji z gwiazdkami Michelin. Opowiada o człowieku tfuuu Panu Lisie i jego rodzince. Lis obiecuje żonie, że porzuci swoją pasję, swój instynkt i przestanie podkradać ptactwo z okolicznych gospodarstw. Jak to często bywa, mąż łamie obietnice i pod przykrywka nocy z swoim kompanem Oposem zakrada się do kurnika... Sprawy wymykają się spod kontroli, gdy trójka rolników zasiada na zebraniu i po krótkiej dyskusji, pada wyrok w sprawie, dalej już nie będę zdradzał, zobaczcie sami, warto! 8,5/10

I Love You Phillip Morris (2009) - Jim Carrey należy do tej grupy aktorów, których albo się kocha albo nienawidzi. Ja jestem skłonny postawić się w pierwszej grupie, choć przyznam, że po pewnym czasie żarty i sposób bycia Carreya w produkcjach komediowych zaczyna męczyć.
Film z wierzchu może wyglądać na błahy, ot co miłość gejowska pokazana z humorem. Okazuje się jednak, że mamy do czynienia z filmem obyczajowym, dramatem z delikatnymi elementami komedii.
I love.... to historia człowieka, ojca, męża... geja. Wypadek samochodowy w którym został poszkodowany główny bohater, w tej roli Jim Carrey jako Steven Russell, przemienia jego życie w pasmo sukcesów – poznaje miłość swojego życia Phillipa Morris (w tej roli świetny Ewan McGregor) oraz porażek – kłamstwa jakimi się otacza i problemy z prawem.
Przed seansem zastanawiało mnie jedno, dlaczego miłosną historie ktoś przedstawił w taki sposób, czy dzisiejsze kino musi posiłkować się tematem który budzi kontrowersje? Jak się okazało po seansie, film jest oparty na autentycznych wydarzeniach, (choć jak wiemy z tym jest różnie) więc wychodzi na to, że ktoś znalazł ciekawa historie która może się dobrze sprzedać bez wielkich nakładów na reklamę. Mimo moich obaw o szczerość twórców, polecam, ciekawy film. 7/10

sobota, 21 sierpnia 2010

Auta (2006), Wściekły byk (1980).

Cars (2006) – o tym filmie mogę śmiało napisać, że znam go na wylot! Przewija się w moim odtwarzaczu już od półtora roku bez ustanku. Jak można się domyśleć nie ja jestem głównym odbiorcą tego dzieła tylko mój syn, który na tyle pokochał Zygzaka, że zatroszczył się o to by jego ulubiona wyścigówka , była obecna w każdym momencie codziennego życia, od bielizny po firanki w oknach :)
Od strony merytorycznej, Samochody to animacja Pixara o Zygzaku Macqueen, samochodzie wyścigowym walczącym o złoty tłok, nagrodę za zwycięstwo w zawodach typu Nascar. Kiedy w decydującym wyścigu, trzy auta dojeżdżają do mety w tym samym czasie, organizatorzy ogłaszają wielką dogrywkę. Podczas podróży na tor w Calliforni, Zygzag trafia do Chłodnicy Górskiej, gdzie spotyka go kilka ciekawych przygód. Poznajemy tam inne samochody, ich zwyczaje oraz jak wygląda świat z perspektywy czterech kółek.
Czym były by bajki gdyby nie dobry polski dubbing, tutaj po raz kolejny jest na wysokim poziomie z gwiazdami naszej sceny filmowej na czele, Piotrem Adamczyk i Witoldem Pyrkosz. Wierzcie mi, teksty wypowiadane przez aktorów po raz setny nie nudzą i dalej pozwalamy oglądać dziecku kreskówkę.
Polecam serdecznie, ale ostrzegam, pokazując „Samochody” swoim maluchom skazujecie je na uzależnienie od samochodów i gadżetów związanych z bajką. 8,5/10

Raging Bull (1980) – W rolach głównych zobaczymy Roberta de Niro jako Jake La Motta, wyśmienitego boksera oraz Joey Pesci, jego brata i menadżera. Ciężko powiedzieć który z panów lepiej wywiązał się z swojego zadania, pewne jest to, że aktorstwo tej dwójki to połowa sukcesu filmu. Druga to ciekawy klimat lat lat 40 i 50tych XX wielu pokazany w odcieniach szarości, dobry scenariusz i historia napisana przez życie a konkretniej oparta na wspomnieniach o których piał sam Jake La Motta.
Martin Scorsese powyciągał ciekawe szczegóły z życia boksera i uwiecznił na taśmie filmowej, przez co nie możemy poznać głównego bohatera w całości, ocenić czy był dobrym czy złym człowiekiem, jakim w ogóle był poza ringiem, czym zajmował się po przejściu na emeryturę. Pominięty w filmie został czas jaki Jake spędził w więzieniu, trafił tam za stręczycielstwo. Mógł uniknąć więzienia gdyby uzbierał 10 tyś dolarów, i tu zastanawia mnie dlaczego bokser znany w całym kraju nie był do tego zdolny. Tyle z żalów, obraz polecam bo jest tego wart. 8,5/10

niedziela, 15 sierpnia 2010

Full Metal Jacket, Green Zone.

Full Metal Jacket (1987) – dzieło Stanleya Kubricka można podzielić na dwie części: początek filmu to szkolenie żołnierzy, druga to pole bitwy w Wietnamie.
Szkolenie Marine prowadził Gny. Sgt. Hartman, (w tej roli znakomity R. Lee Ermey) jedna z ciekawszych kreacji w filmie, w typowo wojskowy sposób, czyli krzykiem można wszystko załatwić. Zadaniem sierżanta było zrobienie z młodych mężczyzn, maszyny do zabijania. Reżyser w tej części filmu przedstawia nam, morderczy wysiłek jaki należy włożyć w szkolenie a w tym samym momencie sprzedaje kilka zabawnych scen i dialogów. Zabieg bardzo udany i celowy. Dlaczego celowy? Ponieważ wydaje mi się, że te elementy humorystyczne maja widza rozluźnić, rozweselić pokazać wojsko z tej lepszej strony by za chwilę uderzyć z zdwojoną siłą.
No właśnie, koniec zabawy zaczyna się prawdziwa wojna z wszystkimi jej konsekwencjami. Druga częśc filmu to historia dziennikarza wojennego, który musiał odłożyć pióro i walczyć.
Wszystko zaczyna się spokojnie, mamy kwaterę główną, redakcje gazety, żołnierzy narzekających na nudę, żołnierzy którzy chcieli by postrzelać. Pewnego dnia dostają to czego chcieli, idą na front. Przez ostatnie 40 min Kubrick pokazuje sceny które wręcz krzyczą o absurdzie wojny. Te 40 min sa sednem filmu, kwintesencją działań wojennych i niestety smutna prawdą o człowieku i jego popedach w szczerzeniu „dobra i ładu”. Full Metal Jacket jest dowodem na to, że nie trzeba wydawać cieżkich milionów, by zrobić świetne kino wojenne. Polecam 8,5/10

Green Zone (2010) – opowiada o początkach amerykańskiej interwencji w Iraku pod pretekstem obalenia Saddama Hussajna i zlikwidowania broni masowego rażenia. Zielona Strefa to film fabularny lecz oglądając go odnosiłem wrażenie że to dobrze skrojony dokument. Brak tutaj typowych dla filmów o wojennej tematyce, scen walk batalistycznych, nie uświadczymy efektów specjalnych czy łzawych scen ukazujących ludzką śmierć. Twórcy poszli w innym kierunku, film pokazuje historie, fakty z życia oraz mechanizmy jakimi rządzą się akcje militarne w dzisiejszym świecie.
Mat Damon zagrał główną role, żołnierza który chce odkryć prawdę dlaczego jego rząd zdecydował się wkroczyć do Iraku. Smutne jest to, że nawet gdy prawda wychodzi na jaw, mało kogo ona obchodzi, gdyż informacje jakie dochodzą do społeczeństwa są tylko potwierdzeniem słuszności, że szczerzenie demokracji leży w obowiązku wojska USA. Film ogląda się z przyjemnością ale niestety szybko ucieka z pamięci. 6/10

wtorek, 10 sierpnia 2010

Kick-Ass, Clash of the Titans.

Kick-Ass (2010) - następujące produkty wrzucić do garnka: ścieżkę dźwiękową z utworami rockowymi, symfonicznymi, utworem The Prodigy, oraz motywem z westernu; miłosną historie nastolatków; sceny z konkretnego filmu o zwalczaniu przestępczości mafijnej; super bohaterów; ciekawy scenariusz; fabuła dla nastolatków; fabuła dla wymagającego widza; humor; groza; tryskająca krew niczym w „Spartacusie”. Dokładnie wymieszać, gotować 2 godziny i voilà, powstaje wybuchowa mieszanka umilająca romantyczny wieczór we dwoje.
Naprawdę miałem niezły ubaw oglądając Kick-Ass. Przed filmem obawiałem się gry jednego aktora, z kamiennym, wiecznie niezadowolonym wyrazem twarzy, lecz tym razem Nicolas Cage spisał się na medal. Aczkolwiek palmę pierwszeństwa dzierży tutaj Chloe Moretz w roli Hit-Girl, dziewczyna ma talent. 8/10

Clash of the Titans (2010) – ciesze się, że ominęło mnie zamieszanie z wersją 3D, która tak naprawdę nie była prawdziwym kinem w trzech wymiarach. Starcie Tytanów, zobaczyłem w wersji jaką w kinach oglądamy od lat i to mi w zupełności wystarczyło do miłego spędzenia kilku chwil w boskim towarzystwie.
Wiec co dostajemy w zamian za brak okularów na nosie przez cały seans? Rozrywkę na przyzwoitym poziomie. Film o prostej konstrukcji, od jednego punktu do następnego i tak do osiągnięcia celu przez głównego bohatera z dobrymi efektami i ciekawym mitologicznym klimatem. 6/10

piątek, 6 sierpnia 2010

Karmazynowy przypływ (1995), Księga ocalenia (2010).

Dawno mnie nie było, bez paniki nie porzuciłem bloga :)

Crimson Tide (1995) – Karmazynowy Przypływ, emitowany w polskiej telewizji setki razy, omijałem zawsze szerokim łukiem, gdyż wiedziałem, że nadejdzie taki dzień iz film zawita u mnie w domu bez reklam i o porze która mi odpowiada. W wielkim skrócie, to film o „wielkim czerwonym guziku”, o dylemacie moralnym, czy naciskać go nie mając pewności, że ma się racje i zna wszystkie fakty. Cała sytuacja dzieje się na amerykańskiej atomowej łodzi podwodnej, Alabama, podczas kryzysu w Rosji gdzie kontrola nad wyrzutniami rakiet wpadła w niepowołane ręce.
Film ciekawy, akcja prowadzona konkretnie z szybkim tempem i charakterystycznym dla łodzi podwodnej napięciem. Ozdobą dwu godzinnego seansu są dwie główne role zagrane przez Denzela Washington'a i Gene Hackman'a. 7,5/10

The Book of Eli (2010) – całkiem przypadkiem zrobił mi się wpis z Denzelem Washingtonem w roli głównej. W wielu recenzjach film jest porównywany z The Road, ale to jak porównywanie urody Joli Rutowicz z Jennifer Love Hewitt.
Film miał być, chyba pewnego rodzaju przebudzeniem, pokazaniem społeczeństwu świata jakim się może stać nasz gdy nie będziemy go szanować. Księga ocalenia, to opowieść post-apokaliptyczna o człowieku z księgą który miał misję do wypełnienia. Proszę nie pytać jaką bo sam do tego nie doszedłem. Magia i ta cała otoczka tajemniczości wokół księgi, głównego bohatera za nic w świecie do mnie nie trafiły, morały na siłę. Chwalone przez niektórych, sceny walk, plenery są faktycznie dobre ale nie trwają za długo i szybko wracamy do księgi itp. Zraziło mnie również to, że po 30 latach Eli, dostaje do zjedzenia coś, co jest zapakowane w sposób przed wielkim błyskiem, data ważności 3 dekady? Albo stan opon w samochodach – nóweczki, czas się dla nich zatrzymał, takich szczególików jest jeszcze trochę. Ogólnie rzecz biorąc straciłem dwie godziny, bo mimo iż film nie jest totalną klapą w kolejce czekają na pewno lepsze. 4,5/10