Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan Reynolds. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan Reynolds. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 sierpnia 2012

Safe House (2012)

Safe House (2012) – CIA to ma ciężki żywot w kinie, twórcy znęcają się nad agencją jak tylko można. Większość powstałych filmów, gdzie amerykański wywiad jest czymś więcej aniżeli tylko tłem, mówi o przekrętach, matactwach, nadużyciach z strony władz. Kino znęca się nad tą jednostka wywiadowcza z dwóch powodów. Po pierwsze – można tworzyć wielowątkowe opowieści o zdradzie oraz trafić do amerykańskiego widza, który siłą rzeczy musi znać owy odłam władzy wykonawczej i każdy przytyk w ich kierunku może skutkować wykupowaniem biletów w kinach.
Matt Weston (Ryan Reynolds), to gospodarz agencyjnej kryjówki w jednym z miast Południowej Afryki. Obserwując z ukrycia ulice miasta przez 12 miesięcy zaczyna mieć dosyć miejsca do którego został przydzielony. Jego sytuacja szybko zmienia się kiedy do twierdzy wpada grupa specjalna z jednym z największych zbirów w oczach CIA. Okazuje się nim były agent Tobin Frost (Denzel Washington), zdrajca, jeden z odważnych którego było stać na postawienie się swoim mocodawcom. Kiedy na super tajna miejscówkę napadają brutali najemnicy chcący zgarnąć Frosta (ten posiada coś interesującego) Weston będzie zmuszony mu pomóc w ucieczce, bić się z myślami co robić dalej, a obecność człowieka pozbawionego skrupułów nie ułatwia mu zadania.
Jeśli w kilu słowach musiałbym określić film, bez namysłu mianowałbym go jako sensacyjny średniak z odrobiną tego czegoś co potrafi zatrzymać przed ekranem, nawet kiedy dialogi potrafią być bezdennie głupie. To film środka gdzie ciekawy scenariusz wpada w własne sidła, plącze się, jest zbyt przewidywalny, ale widz przymyka na to oko bo aktorzy robią co mogą by nas zainteresować. Safe House to dzieło niewyróżniające się niczym szczególnym, będące powielaniem pomysłów już dawno zastosowanych, aczkolwiek i obrazem pozwalającym się odprężyć w najprostszym tego słowa znaczeniu. 6/10

niedziela, 27 listopada 2011

Green Lantern (2011)

Green Lantern (2011) – tytułowa Zielona Latarnia to odpowiednik policjanta, tyle, że na dużo większą skalę. Głównemu bohaterowi przyjdzie się zmierzyć z przeciwnikiem tak potężnym, że nawet doświadczonym strażnikom trzęsą się pierścienie. Hal, będący głównym bohaterem filmu, z zawodu jest pilotem, czasami mało odpowiedzialnym, ale
jednym z lepszych jakich nosi (ewentualnie unosi) matka ziemia. Jego doświadczenie życiowe, normy jakimi się kieruje sprawiły, że został wybrany na jednego z obrońców wszechświata.
Pomimo komiksowej aury, rzeczywistości w której człowiekowi pokazuje się gdzie jego miejsce w kosmosie, Green Lantern to film bez science z sporą dawką fiction ale z ludzką twarzą i nie mam tu na myśli tylko odtwórcy roli zielonego strażnika, Ryana Reynoldsa. Spodobał mi się sposób, szczerze rozśmieszył (w dobrym tego słowa znaczeniu), w jaki Hal cieszył się z nowej roli. Początkowy szok szybko przeminął, a on bawił się pierścieniami jak dziecko wiaderkiem w piaskownicy. Bardzo trafna uwaga z strony twórcy komiksu, właśnie tak bym się zachował dostając tego typu prezent. Twórcy kupili mój głos na tak, sceną w której wyśmiano rolę maski super bohatera w kontakcie z bliskimi, strzał w dziesiątkę. Nareszcie ktoś obalił mit przepaski na oczach, wyśmiał przy tym rzesze twórców. Humor, podejście w zwyczajny sposób do niezwykłych wydarzeń sprawiły, że owocnie spędziłem kilkadziesiąt minut przed ekranem, a finałowa rozgrywka brutalnie przypomniała, że za chwilę film się skończy. Szkoda, zabawnie było. 7,5/10

wtorek, 8 marca 2011

The Fighter (2010), Pogrzebany (2010).

The Fighter (2010) – Fabuła filmu opowiada losy rodziny Ward, gdzie starszy z braci Dicky, pokonał na ringu bokserskim Sugar Rayem i gdy drzwi kariery stały otworem wolał wybrać narkotyki. Miłość do boksu została jednak w rodzinie i podejmuje się trenować swojego młodszego brata. W szkoleniu często przeszkadzało uzależnienie i narkotyczne manewry Dickyego. Micky (Mark Wahlberg, zagral najsłabiej z całej obsady, co wszyscy zauważają, ale na tyle z niego przyjemny aktor, że jak wszyscy tak i ja wybaczam mu średnich lotów aktorstwo) z wielkimi ambicjami i chęciami na zdobycie międzynarodowej sławy zaczyna w końcu szukać innych możliwości, a zaczyna od zmiany trenera.
Wszystko opowiedziane jest z dokumentalną precyzją, ważny jest przekaz, brak kolorowych obrazków. Reżyser ujawnia wstydliwe szczegóły z życia rodziny, daje do myślenia, obnaża kulisy sportu i jego bezlitosne prawa. Jeśli już mowa o boksie to warto wspomnieć o rozegranych walkach na ringu, o ich prezentacji. Wahlberg miał rację, wypowiadając się w którymś z amerykańskich talk show, zadawane ciosy wyglądają realnie, oddają atmosferę meczu bokserskiego.
No i na koniec kila słów o tym co wyczyniał na ekranie Bale, dostając do zagrania rolę w której można się wykazać. Zagrać sportowca, narkomana, trenera, brata w jednym filmie i to w roli drugoplanowej to dużo. Czas jaki miał, wykorzystał z nawiązką, kolejny raz do filmu stracił na wadze i znowu przykuwa widza do ekranu i nie pozwala mu się nudzić. Oskar w pełni zasłużony. 8/10

Buried (2010) – po zapoznaniu się z filmem 127 Godzin ciężko myślałem nad tym jak reżyser Pogrzebanego wybrnie z powierzonego mu zadania? Jak poradzi sobie z jednym aktorem, nie licząc rozmów telefonicznych oraz kilkusekundowego filmiku z komórki, i miejscem dalekim od prezentowania ciekawych kadrów. Ponieważ akcja filmu, w odróżnieniu od obrazu Boyla w 100% dzieje się w trumnie, nie ma żadnych retrospekcji, wspomnień, wizji bohatera, nic, tylko Ryan Reynolds jako Paul Conroy i pudełko zakopane w ziemi (przepraszam na moment pojawia się wąż).
Przede wszystkim podobni jak główny bohater, początkowo dostaje się lekkiego ataku klaustrofobii. Jest ciasno, duszno, ciemno, a świadomość bycia zakopanym nie wiadomo gdzie może budzić poważne lęki. Po czasie można się przyzwyczaić i oglądać z jakimi trudnościami musi zmagać się bohater, począwszy od niemożności dodzwonienia się do żony po fakt, że amerykanie nie negocjują z terrorystami.
Podczas seansu były momenty, że czegoś mi brakowało, chciałem żeby akcja przynajmniej na chwilę przeniosła się w inne miejsce, ale nic z tego. [UWAGA, dalej mogą wystąpić delikatne spoilery] Po godzinie miałem mieszane uczucia co do słuszności umiejscowienia filmu w jednym tylko miejscu, ale im bliżej końca, wszystko zaczęło do siebie pasować, akcja musiała się rozpocząć i zakończyć w trumnie. Ten brak banalnego zakończenia, to odważny krok ale w moim mniemaniu jest równie udany jak cały film. Polecam. 7,5/10