poniedziałek, 4 października 2010

Krótko o filmie przedstawia: The Pacific, Batman: Under the Red Hood.

The Pacific (2010) – po ogromnym sukcesie The Band of Brothers, duet producencki Steven Spielberg i Tom Hanks, zapragnęli stworzyć serial w podobnej konwencji ale o wojnie na Pacyfiku, pomiędzy USA a Japonią. Z jednej strony, po kilku zapowiedziach, plus interesująca fabuła, sprawdzeni producenci, czekałem na ten serial, z drugiej jednak strony obawiałem się, że historia o konflikcie Japonia-USA będzie gorsza od poprzedniczki. Konstrukcja obu seriali jest bardzo podobna, początek odcinka to wywiad z weteranami, później już fabularna wersja wojny na Pacyfiku.
The Pacific od strony technicznej wypada bardzo dobrze, sceny batalistyczne, zdjęcia, plenery, autentyczność: wyposażenia, zachowania żołnierzy są prezentowane profesjonalnie i na wysokim poziomie. Elementy fabularne, czyli historie osobiste, wydarzenia po za areną walk także ogląda się z zaciekawieniem. Ostatni epizod, gdzie możemy dopasować żołnierzy z serialu z realnymi uczestnikami kampanii na wyspach był bardzo wzruszający mimo, że można było się tego spodziewać.
Mam tylko jedno ale: The Pacific jest w każdym aspekcie troszkę, minimalnie słabszy od Kompani Braci...
Polecam oglądać Pacyfik, jako pierwszy by Kompania zakończyło dzieło, a my zakończyliśmy opowieści o II wojnie światowej z poczuciem poznania czegoś wyjątkowego. 8/10

Batman: Under the Red Hood (2010) – Batman z 1989 roku to dla mnie wyznacznik dobrej jakości produkcji o Bruce Wayne. Następne filmy stawały się coraz bardziej komercyjne, za kolorowe. Dwa ostatnie, choć obrana droga a propos klimatu, bardzo mi się podobała, to mimo wszystko zostaje tęsknota za zdjęciami, za otoczką Gotham City z końcówki lat osiemdziesiątych.
Animacja którą właśnie zobaczyłem (mój pierwszy nietoperz „malowany kredką”) wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, doczekałem się - producenci zaserwowali nam klimacik rodem z pierwszej ekranizacji komiksu wyreżyserowanej przez Tima Burtona. W 75 minutach znajdziemy sporo akcji, ciekawa fabułę, złoczyńców z ciekawa historią i Batmana na którego miło popatrzeć. Zapraszam na seans! 8/10

piątek, 1 października 2010

Książę Persji: Piaski czasu (2010), Centurion (2010).

Prince of Persia The Sands of Time (2010) – sam nie wiem dlaczego ale od zawsze czułem awersje do Jake'a Gyllenhaal, odtwórcy głównej roli, niczym mi facet nie zawinił, nie mogę się skarżyć na jego aktorstwo, po prostu go nie trawie na ekranie i już. Gry na podstawie której powstał film, nie znam nie grałem, więc można powiedzieć, że moja opinie będzie subiektywno-obiektywna.
Film opowiada o księciu, niesłusznie osądzonym o morderstwo ojca. Główny bohater musi uciekać z dworu by udowodnić swoja niewinność, podczas ucieczki wszedł w posiadanie, sztyletu o magicznych właściwościach. Za jego pomocą mógł cofnąć się w czasie o 1 minutę, ale że był to dar od bogów, sztylet mógł także przyczynić się do zagłady świata, jako kary za niegodne żywota ludzkie.
Seans z sporą dawką akcji, humoru, trochę miłości (w końcu to Disney) dobrych efektów specjalnych, słowem dobra zabawa. Rozrywka dla całej rodziny bo mimo iż jest trochę krwi, to należy pamiętać, że to twór producenta słodkich kreskówek plus zabawy z czasem mogą sporo zmienić. 6/10

Centurion (2010) – w czasach gdy cesarstwo rzymskie rządziło na kontynencie i podbiło wszystkie ziemie które były do zdobycia, na północy Brytanii napotkali mur nie do przeskoczenia, Piktów. Ludność z wielką determinacją broniła swojej niepodległości za pomocą partyzantki, atakowania rzymian w ich obozach z zaskoczenia, pod osłoną nocy. Sytuacja nie była po myśli Rzymu, gdzie został w końcu wydany rozkaz o przełamaniu impasu za wszelka cenę. Decydujący atak należeć miał do IX Legionu, słynącego z bezkompromisowej walki z wrogiem.Koniec zdradzania fabuły, resztę polecam zobaczyć na własne oczy, warto.
Nie to jeszcze nie koniec, nie wspomniałem przecież o kilku istotnych faktach wpływających na odbiór filmu.Twórców pochwalić należy za: pokazanie ciekawej historii, dobrze zrealizowane sceny walki, dobre zdjęcia świetnie wpasowujące się w klimat filmu, oraz muzykę która może mało odkrywcza ale spełniła swoja rolę.Przeszkadzały mi natomiast sceny gdzie uciekający rzymianie zatrzymują się u „czarownicy”, 15 min przegadane bez większego celu. No i najpoważniejszy minus, komu kibicować w pojedynku miedzy dwoma armiami. Reżyser pokazał historię od strony żołnierzy cesarstwa, silną i niezawodną armie, stają ca na przeciw zwykłym rolnikom. Nie wiem jak Wy ale ja zawsze kibicuję temu słabszemu, bo co mi z tego, że wygra silniejszy? Narratorem w filmie był rzymski kapral, śledzimy głównie jego losy, historię jego ucieczki przed Piktami. Wolałbym ogladać tę samą historię oczami Piktów! Mimo wszystko zobaczcie, ciekawe europejskie kino. 6,5/10

sobota, 25 września 2010

Krótko o filmie przedstawia: City of God, Top Gear.

City of God (2002) – Miasto Boga to potoczna nazwa slumsów na przedmieściach Rio de Janerio, gdzie władzę dzierży najsilniejszy, ulice to scena porachunków przestępców, wypełniona handlarzami narkotyków z prostytucja na porządku dziennym.
Film opowiada historie Busca-Pé, chłopaka który przeciwstawił się szemranym interesom kolegów, trzymał się z dala od narkotyków. W tym ciężkim do zrealizowania postanowieniu, bycia prawym człowiekiem, pomogła mu jego pasja, fotografia. Pstrykanie aparatem fotograficznym pozwoliły chłopakowi spojrzeć chłodnym okiem na otaczający go świat, na miejsce przepełnione złem, gdzie ciężko wyjść na ludzi.
Cidade de Deus, to film który zakrada się do naszej świadomości, porządnie nią wstrząsa i zostaje na dłużej. Podczas seansu przerażały mnie obrazy jakie musiałem oglądać. Nie to, żeby wszędzie lała się krew, reżyser dosadnie pokazuje jak rozkręca się biznes narkotykowy, jak w miejscu bez ideałów, dzieci stają się w maszynami do sprzedawania dragów, a jeśli trzeba to i do zabijania, często z błahego powodu kolegę z sąsiedztwa. To właśnie dzieci, ich zachowanie, pragnienie władzy, a przez to chęć usuwania przeszkód w najbrutalniejszy sposób sprawia, że ciężko zrozumieć to co się dzieje na ekranie, wiedząc o tym, że film oparto na autentycznych wydarzeniach.
Film warto zobaczyć, a historię w nim przedstawiona trzeba znać! 9/10

Top Gear (2002-?) – chciałem przedstawić Wam drodzy czytelnicy dziecko stacji telewizyjnej BBC, w rolach głównych występują: Jeremy Clarkson, Richard Hammond, James May oraz the Stig.
Panowie w roli prezenterów, testerów - ciekawych pojazdów mechanicznych, prowadzą program ku uciesze nie tylko brytyjskiej widowni ale całej Europy. Struktura programu jest prosta, testy samochodów, gość w programie, ciekawe zadania narzucone przed producentów, które prezenterzy wykonują z różnym entuzjazmem aż po niusy z świata motoryzacji w typowej dla Top Gear formule. Czyli wyśmiać to co tandetne lub to co im się nie podoba, po zachwycanie się np nowym Ferrari.
Ogromną zaletą widowiska są w genialny sposób zrealizowane reportaże. Mówię tutaj o podejściu do tematu motoryzacji z humorem, profesjonalizmem, doświadczeniem. Myślę o przepięknych zdjęciach, o muzyce która w genialny sposób dopełnia obraz o przedstawianiu samochodów w wyjątkowy sposób oraz o tym, że recenzenci potrafią „zjechać” Audi za „miliony” funtów tylko dlatego, że używają go brytyjscy piłkarze.
Po tych wszystkich ochach i ahah czas na minusu, w sumie jest tylko jeden: za duża ingerencja scenariusza i reżysera w powstawaniu epizodów. Zabiegi dobrze wpływają na odbiór jako całości ale niszczą wiarygodność prowadzących.
BBC wyemitowało 15 sezonów programu, seria 6 do 8 odcinków plus czasami odcinki specjalne (to epizody gdzie cała trójka prowadzących wybiera się w ciekawe miejsca na świecie, testuje samochody w terenie lub docierają w rejony gdzie nie było jeszcze samochodu), od stycznia 2011 dalsze odcinki więc jest trochę czasu na nadrobienie zaległości. Zapraszam. 9/10

sobota, 18 września 2010

Niezniszczalni (2010), Lęk pierwotny (1996).

The Expendables (2010) – o „Niezniszczalnych” sporo się naczytałem, widziałem kilka zapowiedzi i mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać po najnowszej produkcji Stallone. Moje nastawienie naprawdę było wielce przychylne, jestem fanem Rockiego, Johna Rambo ponieważ te produkcje miały to co coś co powoduje, że po seansie wybaczamy wpadki, durnoty, braki aktorskie czy też scenariuszowe na rzecz ciekawej produkcji dla facetów.
Jednakże Expendables daje widzowi tylko i wyłącznie wielkie BUM, zapominając o fabule (głownie chodzi mi o to, żeby film był o czymś!, aby scenarzysta trochę się wysilił!) aktorstwie, humorze (bez którego filmy tego typu stają się drętwą sensacją) i w końcu o tym, że plejada gwiazd na ekranie nie uczyni z filmu arcydzieła.
Mogę postawić jeden mały plusik na rzecz filmu, będzie to Jason Statham, gdyż mimo braku wszechstronnego warsztatu aktorskiego zagrał tutaj w porównaniu z innymi koncertowo.
Chcecie oglądać? Ok, ale proszę potem nie mówić, że straciliście 90 min z życia na coś bezwartościowego. 5/10

Primal Fear (1996) – to jeden z tych filmów, które przechodzą bez większego echa, idealnie nadają się na wieczorny seans w telewizji publicznej ale posiadają to coś, że jak już zaczniemy oglądac zostajemy do napisów końcowych.
Primal Faer to historia Aarona, oskarżonego o zabójstwo arcybiskupa. Jego obrońcą zostaje ceniony i popularny w mieście adwokat Martin Vail, w tej roli Richard Gere, jak dla mnie rola poprawna aczkolwiek nie wywołuje większych emocji. Rolę podejrzanego o zbrodnie zagrał Edward Norton, i tu już jest dużo lepiej ( UWAGA SPOILER- jego podwójna rola to małe arcydzieło to właśnie on trzyma widza przed, jak to się niegdyś mawiało, odbiornikiem telewizyjnym)
Zapraszam do oglądania, w ramach - kino klasy B też dobre może być. 6,5/10

niedziela, 12 września 2010

KoF przedstawia: Enen, Flash of Genius.

Enen (2009) – Wojna Polsko-Ruska, Szyc z fryzurą na zapałkę, tutaj długie włosy... niech zostanie lepiej przy swojej naturalnej fryzurze.
Dobra ale coś o filmie, NN to film którego akcja toczy się w Wrocławiu podczas pamiętnej powodzi z 1997 roku. Konstanty Grot (Borys Szyc), lekarz szpitala psychiatrycznego, zainteresował się pacjentem bez przeszłości. Losy bohaterów zahaczają (znowu, mam tu na myśli ostatni seans – Dom Zły) o lata osiemdziesiąte, czas manifestacji, przekrętów walki pomiędzy komunistyczny rządem a Solidarnością.
Film toczy się powoli, Grot stara się odkryć białe karty w historii swojego podopiecznego. Angażuję się na 100%, przez co cierpi oczywiście na tym jego życie rodzinne. W tym momencie pomyślałem dlaczego reżyser chciał wątki rodzinne, ponieważ dziecko z bolącym brzuszkiem czy żona i jej kariera muzyka, niczego do filmu nie wnosi, typowy zapychacz czasu.
Rok 2009 w polskiej kinematografii przynosi nam, filmy niedopracowane żeby nie powiedzieć słabe!, przynosi ciekawe produkcje czerpiące garściami z niedalekiej historii oraz daje Enena – solidną produkcje dającą spokojniej spoglądać w przyszłość na rodzinne podwórko filmowe. 6,5/10

ps: mała wpadka, firma Sonda SA, wrzuciła na rynek soki Pysio o smaku marchewkowo-owocowy w 1999, akcja filmu dzieje się w 1997r ;)



Flash of Genius (2008) – prawa ręka na drążku zmiany biegów (czasami lewa), jedynka, sprzęgło następnie dodanie gazu i samochód w niewyjaśnionych do końca okolicznościach rusza. Ta sama prawa ręka podczas deszczu steruje drążkiem zał/wył wycieraczkek, gdzie pierwszy bieg odpowiada za wycieranie szyby w określonych odległościach czasowych. Banalne prawda? Okazuje się, że nie tak do końca.
Przebłysk geniuszu to historia Bob'a Kearns, wynalazcy wycieraczek samochodowych z możliwością ich regulacji. Sprawa rozbija się o korporacje Ford'a, która początkowo była zainteresowana pomysłem by po przyjrzeniu się prototypowi, zrezygnować z współpracy. Jak można się domyślić, po testach wdrożyła wycieraczki do swoich samochodów, pomijając w tym wszystkim prawdziwego twórcę.
Film opowiada o zażartej walce o swoje, o poświęceniu życia zawodowego i rodzinnego dla prawdy. Dwie godziny seansu mijają bez większych zgrzytów, kino spokojne bez wodotrysków. 7/10


wtorek, 7 września 2010

KoF przedstawia: Janosik. Prawdziwa Historia, Dom Zły.

Janosik Prawdziwa Historia (2009) – oglądając zwiastun, byłem pozytywnie zaskoczony, spodziewając się ciekawej europejskiej produkcji. Gdy Janosik wszedł na ekrany nie było już tak różowo, zewsząd zaczęły wylewać się wiadra pomyj na dzieło Agnieszki Holland, w internecie aż kipiało od negatywnych opinii. Więc ja, jak wielu z nas odpuściłem sobie opowiadanie o zbójnickim życiu Janosika, do czasu przeczytania recenzji szymalana, bowiem tam pojawiło się światełko nadziei.
Pomyślałem sobie, co mi szkodzi zobaczyć bohatera znanego z polskiego serialu TV. Siadam, oglądam i chce coś dobrego napisać ale... faktycznie coś nie wyszło.
Komentarze pod adresem filmu są niestety trafne i w większości słuszne. Opinie o słabym aktorstwie, o robieniu filmu na siłę, bez pomysłu na stworzenie ciekawej spójnej opowieści z interesującymi bohaterami.
Ja powiem tylko tyle, że łatwo jest krytykować, rzucać kłody pod nogi a gorzej dać kredyt zaufania dla produkcji tego typu. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego „czegoś” i próbować robić dalej filmy w koprodukcji z innymi europejskimi krajami a może coś nam kiedyś wyjdzie na miarę filmu, stającego w szranki z światowymi produkcjami. Europa środkowa, wschodnia ma bogatą historie, ciekawe legendy z których na pewno można stworzyć coś ciekawego, nie możemy z góry przekreślać śmiałych przedsięwzięć bo będziemy skazani na wyjałowione z uczuć amerykańskie produkcje z efektami specjalnymi w tle. Na zachętę 6/10

Dom Zły (2009) - szkoda, że dopiero dziś publikuje notkę o Janosiku, ponieważ mógłbym podejrzewać, że za moją namową, polska kinematografia wyciągnęła wnioski i w końcu stworzyła coś ciekawego, stworzyła coś czego nie musimy się wstydzić.
Dom Zły, przypomina nam lata 80te, lata w których do godnego życia „wystarczyło” donosić na sąsiadów, bliskich do Milicji Obywatelskiej. Człowiek potrzebował paszportu, wyczyścić sobie kartotekę zawodową czy osobistą, awansować musiał „tylko” opowiedzieć władzy co tam w trawie piszczy. Po filmie, byłem wdzięczny losowi, że przyszło mi żyć w tamtych czasach jako dziecko, ponieważ skończyłbym pewnie jak porucznik Mróz!
Ciekawa intryga, serwowana w klimacie władzy komunistycznej gdzie człowiek człowiekowi wrogiem. Film który mimo kilku nie potrzebnych scen, czasami szokowania na siłę, zasługuje na miano dobrego polskiego kina!
A jeszcze jedno, w jakim celu śnieg na okładce BR jest zabarwiony na czerwono? Zabieg zupełnie nie potrzebny, w filmie można znaleźć tyle ciekawych zdjęć, kadrów, że posiłkowanie się zakrwawionym śniegiem jest nie na miejscu. 7,5/10

piątek, 3 września 2010

KoF przedstawia: Baraka, Trinity and Beyond.

Baraka (1992) – człowiek zasiada wygodnie przed ekranem, spodziewa się dobrego dokumentu, pięknych zdjęć, że czegoś się nauczy, zobaczy ciekawe miejsca, ludzi, kultury a dostaje film który hipnotyzuje, zmusza do myślenia, zasmuca wprawia człowieka z cywilizowanego kraju w zakłopotanie.
Konstrukcja dokumentu jest ciekawa, bo tak: wszystko zaczyna się w Himalajach, możan przypuszczać, że to poranek, widzimy sporo budynków religijnych, różnorakie plemiona w ich codziennym życiu. – piękne zdjęcia.
Dalej, jakby po południu twórcy zabierają widza do wsi, miast, wielkich aglomeracji. Zdjęcia nadal zachwycają ale zaczyna się ukazywanie prawdy o człowieku o tym w jak różnych warunkach ludzie żyją. Od kobiet, dzieci i bydła na wysypisku śmieci, do tłumów w metrze, ulicach w olbrzymich metropoliach. Od zakładu pracy gdzie setki kobiet produkuje ręcznie papierosy po zmechanizowaną produkcje sprzętu elektronicznego.
Trzecia część to swoiste zakończenie dzieła, widzimy ludzi w Indiach nad rzeką przy codziennych czynnościach – kąpiel, przepierkę bielizny aż po spalanie zmarłych na stosie (nie wiem czy to normalny obrzęd w tym kraju czy coś specjalnego ale wyglądało wstrząsająco)
Koniec jest spokojniejszy, zachody słońca, ciekawa architektura, wracają bohaterowie z początku filmu, koniec dnia. 9/10

Trinity and Beyond (1995) – Rok 1945 przyniósł światu zakończenie II wojny światowej, pierwszą eksplozje nuklearną i dwie bomby atomowe Little Boy oraz Fat Man zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki.
Trinity and Beyomd to film dokumentalny opowiadający o próbach nuklarnych jakie USA przeprowadzały w latach 1945-63, ćwiczenia odbywały się pod wodą, pod powierzchnią ziemską, nad powierzchnią – dla uzyskanie lepszewgo efektu oraz w atmosferze ziemskiej.
W tym samym czasie swoją wiedzę teoretyczną jak i praktyczną pogłębiali Rosjanie, wyścig zbrojeń jak się patrzy. Twórcy prócz militarnych przepychanek pokazują widzowi propagandę w USA i Związku Radzieckim.
Zapraszam na seans, po którym większość z Was powie: że z tego nie było wojny to cud! 8/10

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Brzdąc (1921), Polowanie na Czerwony Październik (1990).

The Kid (1921) – to mój pierwszy film z tego okresu, pierwszy film Chaplina i na pewno nie ostatni. Jestem zafascynowany tym co zobaczyłem! Opowieść wręcz banalna, bo o porzuconym dziecku, które znalazł samotny mężczyzna, przygarnął i pokochał jak swoje.
Od dziś zostaje fanem Charlesa Chaplina, z prostej historii potrafił wyciągnąć sporą dawkę humoru, miłości a nawet dramatu, a to wszystko w 50 min filmu z napisami na czarnej planszy, obłęd!
Warto zobaczyć to dzieło, zobaczyć jak kiedyś robiło się filmy! 9/10

The Hunt For Red October (1990) – początek filmu to ciekawe info dla widza, bowiem dowiadujemy się o zatonięciu łodzi podwodnej pod banderą Związku Radzieckiego o uratowanych marynarzach by pod koniec wiadomości przeczytać, że rządy USA jak i Związku Radzieckiemu zaprzeczają takim wydarzeniom.
Tytułowy Czerwony Październik to najnowsze dziecko Radzieckiej marynarki, to łódź podwodna z nowym, prawie niesłyszalnym napędem co w realiach podmorskich starć ma kolosalne znaczenie. Kapitan łodzi zdając sobie sprawę z tego, że ma pod sobą narzędzie które może wywołać wojne, postanawia oddać się w ręce Amerykanów. Fakt ten nie spodobał się Moskwie i zapada wyrok na kapitana i okręt – zniszczyć.
Film od strony technicznej nie powala genialnymi zdjęciami, muzyką czy napięciem wyostrzonym do granic możliwości, wszystko jest raczej na przyzwoitym poziomie. Postawiono tu nacisk na polityczne aspekty tego wydarzenia.
Odtwórcy głównych ról to: Sean Connery jako kapitan Marko Ramius (Red October) zagrał jak na zawodowca przystało oraz młodziutki i chudziutki Alec Baldwin jako analityk CIA, ciekawa rola, kluczowa w rozwoju fabuły. 7/10

czwartek, 26 sierpnia 2010

Fantastic Mr. Fox, I Love You Phillip Morris.

Fantastic Mr. Fox (2009) – sam nie wiem dlaczego, ale nic nie pchało mnie do tej produkcji, film o lisie? Bez sensu... Jakież było moje zdziwienie gdy przeglądając blogi szanownych recenzentów, napotkałem ciekawe i co najważniejsze dobre słowa pod adresem filmu. Więc nie pozostało mi nic innego, jak zasiąść wygodnie w fotelu i delektować się światem zwierząt.
Fantastyczny pan Lis oczarował mnie od pierwszych minut, genialna scenografia, świetny dubbing i zachęcająca fabuła. Od samego początku widać, że animacja jest na najwyższym poziomie, postacie, przedmioty jakimi się posługują, wnętrza są bardzo realistyczne, widać ogrom pracy jaki musiał być włożony, żeby wszystko tak pięknie wyglądało.
W naszym kraju jesteśmy przyzwyczajeni do dobrego dubbingu zapominając, że oryginalny także może być bardzo dobry. Tak jest w tym przypadku, głosu Lisowi użyczył George Clooney, świetna robota, Meryl Streep podkładała swoje kwestie za panią Lis, jej chwile na ekranie były jak 2 łyżeczki cukru w herbacie z cytryną w mroźny dzień. Każda postać, nawet mała rola miała intrygujący głos, dobrze i ciekawie zagrany.
Fabuła (przychodzą mi tylko kulinarne metafory do głowy) prosta acz podana na wykwintnej zastawie w restauracji z gwiazdkami Michelin. Opowiada o człowieku tfuuu Panu Lisie i jego rodzince. Lis obiecuje żonie, że porzuci swoją pasję, swój instynkt i przestanie podkradać ptactwo z okolicznych gospodarstw. Jak to często bywa, mąż łamie obietnice i pod przykrywka nocy z swoim kompanem Oposem zakrada się do kurnika... Sprawy wymykają się spod kontroli, gdy trójka rolników zasiada na zebraniu i po krótkiej dyskusji, pada wyrok w sprawie, dalej już nie będę zdradzał, zobaczcie sami, warto! 8,5/10

I Love You Phillip Morris (2009) - Jim Carrey należy do tej grupy aktorów, których albo się kocha albo nienawidzi. Ja jestem skłonny postawić się w pierwszej grupie, choć przyznam, że po pewnym czasie żarty i sposób bycia Carreya w produkcjach komediowych zaczyna męczyć.
Film z wierzchu może wyglądać na błahy, ot co miłość gejowska pokazana z humorem. Okazuje się jednak, że mamy do czynienia z filmem obyczajowym, dramatem z delikatnymi elementami komedii.
I love.... to historia człowieka, ojca, męża... geja. Wypadek samochodowy w którym został poszkodowany główny bohater, w tej roli Jim Carrey jako Steven Russell, przemienia jego życie w pasmo sukcesów – poznaje miłość swojego życia Phillipa Morris (w tej roli świetny Ewan McGregor) oraz porażek – kłamstwa jakimi się otacza i problemy z prawem.
Przed seansem zastanawiało mnie jedno, dlaczego miłosną historie ktoś przedstawił w taki sposób, czy dzisiejsze kino musi posiłkować się tematem który budzi kontrowersje? Jak się okazało po seansie, film jest oparty na autentycznych wydarzeniach, (choć jak wiemy z tym jest różnie) więc wychodzi na to, że ktoś znalazł ciekawa historie która może się dobrze sprzedać bez wielkich nakładów na reklamę. Mimo moich obaw o szczerość twórców, polecam, ciekawy film. 7/10

sobota, 21 sierpnia 2010

Auta (2006), Wściekły byk (1980).

Cars (2006) – o tym filmie mogę śmiało napisać, że znam go na wylot! Przewija się w moim odtwarzaczu już od półtora roku bez ustanku. Jak można się domyśleć nie ja jestem głównym odbiorcą tego dzieła tylko mój syn, który na tyle pokochał Zygzaka, że zatroszczył się o to by jego ulubiona wyścigówka , była obecna w każdym momencie codziennego życia, od bielizny po firanki w oknach :)
Od strony merytorycznej, Samochody to animacja Pixara o Zygzaku Macqueen, samochodzie wyścigowym walczącym o złoty tłok, nagrodę za zwycięstwo w zawodach typu Nascar. Kiedy w decydującym wyścigu, trzy auta dojeżdżają do mety w tym samym czasie, organizatorzy ogłaszają wielką dogrywkę. Podczas podróży na tor w Calliforni, Zygzag trafia do Chłodnicy Górskiej, gdzie spotyka go kilka ciekawych przygód. Poznajemy tam inne samochody, ich zwyczaje oraz jak wygląda świat z perspektywy czterech kółek.
Czym były by bajki gdyby nie dobry polski dubbing, tutaj po raz kolejny jest na wysokim poziomie z gwiazdami naszej sceny filmowej na czele, Piotrem Adamczyk i Witoldem Pyrkosz. Wierzcie mi, teksty wypowiadane przez aktorów po raz setny nie nudzą i dalej pozwalamy oglądać dziecku kreskówkę.
Polecam serdecznie, ale ostrzegam, pokazując „Samochody” swoim maluchom skazujecie je na uzależnienie od samochodów i gadżetów związanych z bajką. 8,5/10

Raging Bull (1980) – W rolach głównych zobaczymy Roberta de Niro jako Jake La Motta, wyśmienitego boksera oraz Joey Pesci, jego brata i menadżera. Ciężko powiedzieć który z panów lepiej wywiązał się z swojego zadania, pewne jest to, że aktorstwo tej dwójki to połowa sukcesu filmu. Druga to ciekawy klimat lat lat 40 i 50tych XX wielu pokazany w odcieniach szarości, dobry scenariusz i historia napisana przez życie a konkretniej oparta na wspomnieniach o których piał sam Jake La Motta.
Martin Scorsese powyciągał ciekawe szczegóły z życia boksera i uwiecznił na taśmie filmowej, przez co nie możemy poznać głównego bohatera w całości, ocenić czy był dobrym czy złym człowiekiem, jakim w ogóle był poza ringiem, czym zajmował się po przejściu na emeryturę. Pominięty w filmie został czas jaki Jake spędził w więzieniu, trafił tam za stręczycielstwo. Mógł uniknąć więzienia gdyby uzbierał 10 tyś dolarów, i tu zastanawia mnie dlaczego bokser znany w całym kraju nie był do tego zdolny. Tyle z żalów, obraz polecam bo jest tego wart. 8,5/10