Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Newman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Newman. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2012

Bilardzista (1961)

Hustler (1961) – Eddie zarabia na życie jako bilardzista. Jeździ po kraju, odwiedza lokale z stołami bilardowymi i podstępem zaprasza do gry. Klasycznie podpuszcza potencjalnego przeciwnika, przegrywając kilka partii, by koniec końców odejść zwycięsko od stołu. Na jego drodze pojawia się zawodnik do którego trzeba podejść z szacunkiem, a lekceważenie jego umiejętności może skończyć się źle. Podczas trwającej ponad dobę rozgrywki, przez swoją arogancję przegrywa sporą sumę pieniędzy. Jak się później okaże nie tylko jego duma ucierpi w pojedynku.
Obraz to nie tylko rozterki głównego bohatera z samym sobą z brakiem samokontroli i przerośniętym ego. To również próba ukazania związku partnerskiego dwojga ludzi z problemami, topiącymi smutki w alkoholu, oderwanymi od rzeczywistości. Reżyser pokazując co może wynikać z związku dwojga ludzi, chciał by jego film miał głębię, drugie dno. Jednak to wątek sporych rozmiarów, który ni jak nie wpisuje się w klimat historii. Gdyby wyciąć sceny romansu głównego bohatera, obraz byłby oczywiście o wiele krótszy, ale zyskałby na dynamizmie i przesłaniu. Bowiem twórca doskonale rozrysował tę postać, jego droga wydaje się być oczywista. Rozwodzenie się nad intymną sferą życiową wygląda na wciśnięte na siłę tylko po to by usprawiedliwić niektóre kroki bilardzisty, bez czego mogło by się obejść.
Na koniec chciałbym wspomnieć o odtwórcy roli Eddiego. Paul Newman pokazał się jako świetny, charyzmatyczny aktor który idealnie panował nad zielonym płótnem (tutaj tylko w odcieniu szarości). Jasne, że sceny z rozgrywki można było kręcić wielokrotnie, ale raz, że tego nie widać, a dwa aktor tak naturalnie trzymał kij, że wyglądał niczym zawodowiec. 7/10

czwartek, 20 stycznia 2011

Żądło (1973), Kolacja dla palantów (2010).

The Sting (1973) – Chicago w latach 30tych dwudziestego wielu to kolebka hazardu, szulerni, różnego rodzaju szumowin, gotowych do wyłudzenia pieniędzy od „jelenia” w każdej chwili. Jeśli do tego dodamy odtwórców głównych ról w osobach: Robert Redford oraz Paul Newman to czy może powstać nudny film? Nie!
Żądło to historia wielkiego przekrętu, to opowieść o zemście za śmierć przyjaciela. Bohaterzy obmyślają sprytny plan, jak ukarać mafioza który pozbawił życia ich przyjaciela. Wymyślili odwet na wielka skalę, zaangażowali do niego pół miasta, ponieważ wszystko musiało wyglądać i wypaść perfekcyjnie. Podczas seansu poznajemy tajniki sztuczek gry w pokera, podmieniania pieniędzy na oczach poszkodowanego, czy przekręty jakie można było w tamtych czasach robić za pomocą telegrafu na wyścigach konnych.
Obraz kręcony bez pomocy komputerów, a oddanie klimatu tamtych lat wypadło przyzwoicie. Ciekawe kadry miasta, gdzie ciężko się dopatrzeć elementów z 1973 (wtedy był kręcony film), wnętrze baru szybkiej obsługi, czy też miejsce spotkań w którym można postawić pieniądze na wyścigi konne, jak żywcem wyjęte z kat historii.
Wspominając bar gdzie za 85 centów można było zjeść posiłek, nawet o 1 w nocy, znowu dopadają mnie przemyślenia jak różniło się życie w tamtych czasach u nas i za oceanem, ale to już rozprawka na kiedy indziej. Film gorąco polecam. 8/10

Diner for Schmacks (2010) – zastanawiając się co by tu napisać o filmie z Stevem Carell, napadała mnie myśl, że im więcej mam tutaj wpisów, to mogę nawiązywać do swoich wypowiedzi, może kiedyś sam siebie będę cytował. Joke.
Wracając do filmu, jak już kiedyś wspomniałem jestem fanem Carella, głównie za The Office. Jak dotąd filmy z nim w roli głównej trzymały poziom i można powiedzieć, że sprawdził się na dużym ekranie. Wspomnieć chociaż jego duet z Tiną Fey w Date Night (widzicie, znowu).
Kolacja dla idiotów, to historia Tima, pracownika wielkiej firmy, gdzie awans jest zależny od solidnej pracy, oraz zajęć poza biurem. Szef zaprasza go na kolację, jego osobą towarzysząca ma być ciekawy, niecodzienny, nietuzinkowy gość z którego można się pośmiać, ot taka burżuazyjna zabawa.
Film odebrałem chłodno, rola jaką dostał Carell była słabo napisana, polegała wyłącznie na beznadziejnych wygłupach, które mnie już nie śmieszą. Jego partner Paul Rudd także niczego interesującego nie pokazał i gdy już miałem sobie odpuścić pojawił się Zach Galifianakis. Ten facet jest obłędny, już nie mogę się doczekać "Zanim odejdą wody". Zagrał oszałamiająco z wdziękiem wcielił się w rolę, to co potrafi wyczyniać podczas przejmowania władzy nad czyimś umysłem zasługuję na uwagę i potrafi rozłożyć na łopatki i podnieść wystawioną przeze mnie ocenę dla filmu. 5,5/10

czwartek, 4 listopada 2010

Splice (2009), Cool Hand Luke (1967).

Splice (2009) - modyfikowana żywność leży na pułkach sklepowych, naukowcy informują nas, że znaleźli nowy gen, że wiedzą za co jest odpowiedzialny, a do powołania nowego życia „wystarczy” laboratorium i odrobina szczęścia. Pamiętacie słodką sklonowaną owieczkę? To już dobre kilka lat temu, dziś oficjalnie nie mówi się o klonowaniu ale czy temat jest martwy tego już zwykły zjadacz chleba nie wie.
Twórcy filmu zrobili jeden krok dalej, podają na tacy co może się wydarzyć gdy ludzie zaczynają być sprytniejsi od natury od naturalnych kolei rzeczy. Przedstawiają swoją wersję laboratorium, eksperymenty w trakcie których powstaje nowe życie, a ambitni naukowcy za wszelka cenę chcą zrobić coś więcej, pójść jeszcze dalej. Sprawdzić co powstanie z połączenia ludzkiego DNA z zwierzęcym.
Film zaintrygował mnie od pierwszego obejrzanego zwiastuna, głównie za sprawą ciekawego tematu. Od strony fabularnej, „Istota” prezentuje się dobrze, mimo kilku absurdów, np jak to możliwe, że dwoje ludzi pracuje nad zaawansowanym projektem po godzinach i nikt tego nie zauważa. Reżyser przeprowadza nas gładko przez seans, sprawia, że interesuje nas zakończenie historii. Dzieło jako całość prezentuje się naprawdę przyzwoicie, aczkolwiek najlepsze i najważniejsze w tym wszystkim jest to, że zmusza do myślenia, porusza naszą wyobraźnie i wskazuje: co by było gdyby? A jeszcze jedno: scena z Adriene'm Brody, gdzie spoufala się z „nowym stworzeniem” ostro wbija się w pamięć! 7,5/10

Cool Hand Luke (1967) – czasami warto sięgnąć po starszy film, ale nie po klasyka co to wszyscy go znają, nie po dzieło przełomowe ale po obraz który został nakręcony innymi sposobami co dzisiejsze produkcje, który po prostu jest dobry. Takim właśnie dziełem jest opisywany film z Paulem Newman w roli głównej.
Tytułowy „Nieugięty Luke” zachowuje się jak rozkapryszony 15 latek. Jest lekko duchem, nie potrafi się nudzić, wymyśla na poczekaniu sytuacje za które często musi płacić wysoką cenę. Główny bohater trafia do więzienia gdzie jego stosunek do życia i łamanie reguł na każdym kroku, komplikuje jego życie wśród strażników więziennych.
Ciesze się (który to już raz?), że znalazłem perełkę, dobrze zobaczyć ikonę kina, w roli która odbiega od kanonów amerykańskiej postawy. Obraz z lat 60 tych, gdzie zasady hipisowskie zaczynały przybierać na sile co moim zdaniem ukradkiem przedstawia nam reżyser. 7/10