Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danny McBride. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danny McBride. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

To już jest koniec (2013)


This is the End (2013) – poważnie, komedia roku? Jeśli tak, to albo ja nie mam poczucia humoru, albo klakierzy tegoż dzieła, oglądali je wieczorową porą budząc się rano z bólem głowy. Nie widzę innego wytłumaczenia. Nie przyjmuję argumentu typu: to przecież satyra na hollywoodzkie życie, więc musi być przepych i przesada. Bo choć pomysł na autoironię jest ok, tak rozwój fabuły z minuty na minutę staje się coraz bardziej żałosny. Odbiór historii staje się akceptowalny (w sensie bezkrytycznym), tylko pod wpływem nadmiaru kofeiny i cukru w krwi.
To już jest koniec, to film z dziedziny jeśli mnie lubisz jesteś cool, jeśli nie, schowaj swój smutek do szafy – siebie samego też możesz tam umieścić. Tak też się czułem. Do teraz siedział bym w ów szafie gdyby nie to, że płyta w odtwarzaczu sama się nie zmieni. Nie zaprzeczam, że obraz ma swojej momenty i potrafi chwilami, podkreślam chwilami rozbawić. Danny McBride oraz Michael Cera wykorzystali swoje pięć minut na ekranie w sposób znakomity. Ich epizody to także totalne przegięcie, ale trwające na tyle krótko, że nie potrafiło zmęczyć. Szkoda, ze nie można tego powiedzieć o reszcie składu aktorskiego. 
Zmęczenie materiału, ujeżdżanie jednego konia w nieskończoność to hasła przewodnie idealnie opisujące film. Można się pośmiać, można stwarzać irracjonalne sytuacje, które w swym szaleństwie są zabawne, ale trzeba znać umiar. 5/10

piątek, 30 września 2011

Wasza Wysokość (2011)

Your Highness (2011) – omijam tego typu produkcje z daleka. Kloaczny (modne słowo ostatnio), przekraczający wszystkie granice, obleśny humor, wolę zostawić w spokoju. Filmy które jadą po najmniejszej linii oporu mnie zwyczajnie nie interesują, pruderia nie ma tu nic do rzeczy. Wasza Wysokości, posiada wszystkie wymienione przywary, jednak kilka z nich czyni ten film przystępnym.
Reżyser zabiera widza w czasy średniowiecza. Król, Tallious szanowany władca, doczekał się dwójki synów. Tadious jest synonimem dzielnego żołnierza, człowieka który przeciwnikom się nie kłania, natomiast Thadeous, to inna bajka. To książę korzystający z swojego statusu społecznego ile wlejzie. Za cel obrał sobie dobra zabawę na dworze królewskim i skrzętnie go wypełnia. Jednak gdy zły czarnoksiężnik porywa narzeczoną jego brata z ślubnego kobierca, powiedzmy, że dostaje olśnienia i razem wyruszają na misje ratunkową.
Co wyróżnia film z tłumu? Po pierwsze obsada. Świetny w rolach komediowych, kochany przez jednych, znienawidzony przez innych, Danny McBride. Ledwo co ocalały po 127 godzinach James Franco oraz balerina Natalie Portman. Aktorzy zagrali tutaj pewnie wyłącznie dla pieniędzy. Tyle, że ich praca wygląda profesjonalnie, a za odegranie ostatniej sceny (rżałem jak mały konik), należą się wielkie brawa. Po drugie, mimo całej farsy z która mamy do czynienia, obraz można także nazwać filmem drogi, kawałkiem kina przygodowego z elementami komedii. Po trzecie, nie wstydzę się rozpowiadać, że znam i cenię Your Highness, za może i dosłowny i gruboskórny, ale jednak świetny humor. 7/10